Martin Buber w swoich Opowieściach Chasydów zamieścił wspaniałą historię o cadyku Zeew Wolfie ze Zbaraża.

Pewnego razu do Wolfa przyszedł biedny chasyd i poprosił o pomoc pieniężną. Rabbi dostrzegł jego zakłopotanie. Mało jest osób, które czują się pewnie prosząc innych o pieniądze. Prośba o pomoc to zawsze oznaka, tego, że sobie nie radzę, że nie do końca coś ze mną jest w porządku. Człowiek wstydzi się swojej zależności od innych, swojej nieporadności, swojej słabości. Proszenie o cokolwiek zawsze wiąże się z wystawieniem na odrzucenie. Nic dziwnego, że wielu z nas woli nigdy o nic nie prosić i zamyka się w swoim nieszczęściu (czy przynajmniej niewygodzie).

Łatwiej prosić, gdy zwracamy się do człowieka znanego z dobroci. Można spodziewać się czegoś więcej. Taki był rabbi Wolf. Był to człowiek, który kładąc się do snu mawiał „Oddaję wszystko, co posiadam” – po to by oddalić winę od złodziei, gdyby kiedyś zechcieli go okraść. Nie były to tylko słowa. Gdy którejś nocy przyszli złodzieje, rabbi patrzył na nich spokojnie z drugiej izby i nie starał się w żaden sposób przepłoszyć. Dopiero, gdy zauważył, że wzięli naczynie, z którego wieczorem dano pić choremu, zawołał:

– Dobrzy ludzie! To, co znaleźliście, traktujcie jak podarunek, ale uważajcie z tym naczyniem, bo został może na nim ślad oddechu chorego, który może was zarazić.

Biedny chasyd, który przyszedł prosić Wolfa o pomoc miał podstawy by oczekiwać, że nie zostanie odprawiony z kwitkiem.

I rzeczywiście. Wolf wyjął sakiewkę, włożył do niej rękę i wyciągnął dużą monetę. Przyjrzał się jej, ale zamiast ją podać z brzękiem z powrotem wrzucił do sakwy. Włożył rękę jeszcze raz, przez chwilę słychać było jak przebiera między monetami, wyciągnął drobny pieniążek i podał go proszącemu mówiąc:

– Młodzieniec nie powinien się wstydzić i nie powinien się spodziewać czegoś nadzwyczajnego.

Młody człowiek zarumienił się, wziął pieniążek, spuścił głowę i odszedł.

– Hej, wróć tu – zawołał za nim Wolf – co sobie teraz pomyślałeś?

Chasyd odwrócił się i odpowiedział:

– Poznałem nową drogę. Nie trzeba się wstydzić i nie trzeba spodziewać się czegoś nadzwyczajnego.

Cadyk uśmiechnął się szeroko:

– To właśnie miałem na myśli – rzekł i sięgnął jeszcze raz do sakwy, tym razem po duże monety.

Nie trzeba się wstydzić i nie trzeba spodziewać się czegoś nadzwyczajnego. Powtarzam sobie te słowa, gdy umieszczam teksty na blogu, gdy wysyłam propozycje książek do księgarni, gdy wysyłam oferty szkoleń, gdy rozmawiam z ludźmi o propozycjach przedsięwzięć.

W każdej twórczości jest element proszenia. Nigdy nie wiesz czy ludzie zechcą przyjąć to, co im proponujesz. Mogą powiedzieć: – To nic ciekawego, nie potrzebuję tego, co robisz, to grafomania, to nudy, to wciskanie kitu…

I nie jest istotne, czy chcesz za to pieniądze (np. sprzedając książki) czy nie (umieszczając teksty na blogu) – zawsze coś prosisz: o uwagę, poświęcenie ci czasu, życzliwe nastawienie.

Znam wiele osób, które mają naprawdę wiele cennych rzeczy do dania innym. Ale za bardzo się wstydzą. Boją się, że to, co mogą dać spotka się z odrzuceniem. Że gdy poproszą innych o uwagę, ci popatrzą na nich tak, jak bogacz patrzy na natrętnego żebraka.

Wstyd blokuje twórczość.

Wstyd blokuje przedsiębiorczość (To głupi pomysł z założeniem tej firmy, ludzie będą się ze mnie śmiali).

Wstyd blokuje życie prywatne. ( Jak do niej podejdę i zacznę rozmowę, to mnie wyśmieje! Jak zaproponuję randkę, to zrobi ze mnie pośmiewisko.)

„Nie trzeba się wstydzić” nie znaczy jednak udawać przed sobą, że ma się pełną kontrolę nad sytuacją i żadne upokorzenie nie może się zdarzyć. To nie znaczy wmawiać sobie, że ludzie o niczym innym nie marzą jak tylko o tym, by dać nam to, o co ich prosimy. To nie znaczy, mówić sobie, że to my jesteśmy ci ważniejsi, że jak im się nie podoba, to niech spadają na bambus.

„Nie wstydzić się” to po pierwsze zaakceptować ryzyko. Zaakceptować to, że możemy zostać poniżeni. Że możemy okryć się rumieńcem. Że możemy zostać odrzuceni.

Zgódź się na ryzyko. Tak, możesz dostać kosza. Ludziom może się to nie spodobać. To możliwe, tak samo możliwe jak to, że twoja propozycja randki zostanie przyjęta, że książka się spodoba, że firma znajdzie wielu oddanych klientów.

Zgódź się na ryzyko, ale nie tragizuj. Gdy się wstydzisz zapytaj samego siebie:

– Co najgorszego może się stać?

Czy to naprawdę koniec świata, gdy usłyszysz:

– Nie, nie pomogę ci….

Czy to takie straszne, gdy ktoś cię wydrwi czy wyśmieje, gdy potraktuje jak natręta? Naprawdę tego nie przeżyjesz?

Wyobraź sobie, że to, czego najbardziej się obawiasz się stało. Zobacz tą sytuację w szczegółach. A potem zadaj sobie pytanie: Czy będę to w stanie znieść? Czy naprawdę od tego umrę? We większości przypadków (jeżeli nie wszystkich) usłyszysz: To nieprzyjemne, ale od tego się przecież nie umiera).

Jest jeszcze druga część rady: nie trzeba spodziewać się czegoś nadzwyczajnego.  Nasz wstyd we większości przypadków bierze się  z tego, że spodziewamy się czegoś nadzwyczajnego. Podejrzewam, że Wolf, mógłby podpisać się pod słowami:

Nie trzeba wywoływać w sobie wstydu spodziewając się czegoś nadzwyczajnego.

Całe przestawienie, jakie odegrał było lekarstwem zaaplikowanym na brak pewności siebie trawiący młodego chasyda. Wolf dobrze wiedział, że wstyd zawsze ogranicza nasze życie blokując relacje ze światem, innymi ludźmi i sobą. I dobrze wiedział, że w dużej części sami ten brak pewności siebie wywołujemy, nakręcając w sobie niezwykłe oczekiwania.

Czego się spodziewasz podchodząc do dziewczyny, która ci się podoba? Że padnie u twoich stóp po twoim pierwszym słowie?

Czego się spodziewasz, prosząc szefa o podwyżkę? Że wykrzyknie: Pani Justynko, tylko na to czekałem, aż mnie pani o to poprosi, proszę oto trzysta procent podwyżki!

Czego się spodziewasz, nagrywając swoją pierwszą płytę? Że wszystkie radiostacje zaczną grać od jutra twoje piosenki a płyta osiągnie status pięciu platyn?

Czego się spodziewasz, wysyłają książkę do wydawnictwa? Że twój debiut sprzeda się we większym nakładzie niż ostatnia książka Marka Krajewskiego?

Czego się spodziewasz zakładając firmę? Że pobijesz w ciągu miesiąca Facebooka?

Im bardziej nadzwyczajnych rzeczy się spodziewamy, tym większe ryzyko porażki i tym większy wstyd. Jeżeli nie okażę się geniuszem, kimś niezwykłym, jeżeli nie osiągnę sukcesu wielkiego jak Kilimandżaro – to będzie tragedia!

Obniż swoje oczekiwania. Świat od razu nie musi paść u twych stóp. Kiedyś zapewne ci się uda. Teraz bądź zadowolony także z małego pieniążka.

Im większych rzeczy oczekujesz, tym łatwiej cię upokorzyć. Małe, codzienne rezultaty na których inni budują solidną przyszłość będą dla ciebie oznaką tragicznej porażki. Zamiast cieszyć się z osiągnięć, będziesz przeżywać katusze niepewności, wstydu i poczucia klęski. Zamiast iść do przodu od jednego małego pieniążka do drugiego, będziesz się wycofywać, poddawać, unikać życia, wstydzić swojej nieporadności.

Nie oczekuj rzeczy nadzwyczajnych.

Zadaj sobie pytanie:

Jaki minimalny wynik będzie dla mnie sukcesem?  Co mi wystarczy by uznać, że warto spróbować?

Zapisz sobie to na kartce i zadaj kolejne pytanie:

A gdybym tak dostał mniej, czy to by znaczyło, że nie mogę być zadowolony z siebie?

Dojdź do najniższego, akceptowalnego poziomu.

Jak myślisz, czy to prawdopodobny wynik? Odpowiedziałeś już sobie na pytanie o to, co najgorszego może się stać. Teraz odpowiedz: Co najbardziej prawdopodobnego może się stać?

Czy to prawdopodobne byś osiągnął swój najniższy akceptowalny poziom?

Jakie jest prawdopodobieństwo?   80%? 70%? 30%?

Nawet jeżeli jest to 30% – twoje szanse są całkiem spore. Ruszaj, już chyba się tak bardzo nie wstydzisz.

Jeżeli dostaniesz więcej – będziesz się cieszył z czegoś niespodziewanego. Ale nie mów sobie, że musisz osiągnąć coś nadzwyczajnego, bo w ten sposób tylko blokujesz swoje możliwości.

* * *

Mam nadzieję, że ta prosta rada Wolfa ze Zbaraża pomoże ci stać się choć trochę bardziej pewnym siebie. Nasze nadmiernie wyśrubowane oczekiwania i standardy są jednym z istotnych elementów braku pewności siebie. Dużym odkryciem było dla mnie stwierdzenie, że ludzie, którym brakuje pewności siebie zawsze oczekują rzeczy nadzwyczajnych: muszę zrobić niezwykłe wrażenie, nikt nie może mnie na niczym zagiąć, muszę być zawsze zabawny, ciekawy i poskładany, nikt nie może się domyśleć, że czuję lęk, zawsze muszę być niezwykle wygadanym itp. Te sierotki, które siedzą w kącie i wstydzą się odezwać to perfekcjoniści, których nie zadawala mały sukces.

Do tego oczywiście nie sprowadza się brak pewności siebie. Jedna prosta rada nie wystarczy. Jeżeli ktoś sprzedaje ci „60-sekundowy skuteczny sposób na brak pewności siebie” to znak, że masz do czynienia z hochsztaplerem.

Jeżeli chcesz poznać więcej mechanizmów, zaglądaj na bloga, a przede wszystkim przygotuj się na szkolenie, jakie będę prowadzić od 12 lipca. Jeszcze nad nim pracuję, ale już jestem nim podekscytowany (przynajmniej tak samo jak byłem kilkanaście lat temu, gdy zaczynałem karierę w szkoleniach  🙂

 



photo credit: xJason.Rogersx via photopin cc