1.

Chcesz być pewny siebie, spokojny i opanowany. Chcesz być kontaktowy, doceniany przez ludzi i lubiany. Chcesz robić na ludziach dobre wrażenie. Chcesz podejmować trafne decyzje. Chcesz być pomocny, delikatny i taktowny. Chcesz by inni cię doceniali i podziwiali. Chcesz być dobrze zorganizowany. Chcesz by ludzie dobrze się czuli w twojej obecności…

Chcesz wielu tak ważnych, szlachetnych i potrzebnych rzeczy.

Starasz się.

Ale, zdecydowanie zbyt często, przynajmniej w twoim odczuciu, robisz coś przeciwnego.

Dajesz plamę. Wygłupiasz się. Popełniasz gafę. Tracisz nerwy i mówisz coś głupiego. Twoje decyzje okazują się śmiechu warte…

Wiesz, że to twoja wina. Wiesz, że mogłeś inaczej. Wiesz, że musisz wziąć, przynajmniej część odpowiedzialności na siebie. Wiesz, że musisz coś z sobą zrobić.

Zanim zabierzesz się do zmiany, chciałbym byś zrozumiał jedną, podstawową sprawę.

Tak, życie w całkiem sporym stopniu zależy od twoich wyborów i postaw. Tak, możesz coś zrobić by na przyszłość zminimalizować ilość błędów, gaf i pomyłek. Tak, warto wziąć się za siebie.

Ale: Timing is everything. Timing mój przyjacielu. Czas to wszystko. Jeżeli pomylisz czas i – na nic twoje starania.

To, co najczęściej zalecają ci bliscy, życzliwi i specjaliści od rozwoju osobistego dotyczy dwóch momentów: przed oraz w trakcie.

Radzą ci byś wziął się za siebie zanim znajdziesz się w krytycznej sytuacji (mówią np. nastaw się odpowiednio, wejdź w stan, przygotuj się mentalnie itp.).  Radzą też byś dawał z siebie wszystko, gdy wydarzenia ma miejsce (skup się, staraj się, bądź skoncentrowany).

To, co robisz przedw trakcie ma wpływ na bezpośrednie efekty, ale ma niewielki wpływ na ciebie samego – na to, czy pozbędziesz się wahań, wątpliwości pod swoim adresem lub ataków braku pewności siebie.

Z perspektywy budowy dobrych relacji z sobą samym, liczy się tylko to, co robisz po. Liczy się to, co robisz z sobą, po tym, gdy dotrze do ciebie jak głupią decyzję podjąłeś, jak wielką dałeś plamę, czy jak żenującą głupotą się popisałeś.

Nie chodzi tylko o porażki. To, co robisz po odniesieniu sukcesu również się liczy. Niektórzy zresztą mają duże problemy z odróżnieniem tych dwóch rzeczy. Powiedzmy, chodzi o te wszystkie wydarzenia, po których czujemy duże natężenie negatywnych emocji względem siebie.

Jeszcze raz, żeby się utrwaliło:

Liczy się to, co robisz po porażce, a nie to jak bardzo starasz się do niej nie dopuścić, czy jak mocno walczysz by dać sobie radę.

Poczucie niskiej wartości jest efektem automatycznego oczekiwania własnych negatywnych reakcji. To znaczy, gdy znajdujemy się w sytuacji, podobnej do tej, w której jakiś czas temu dostaliśmy po łapach, od razu, zanim nawet coś się zacznie dziać, czujemy smak klęski i tragedii. Czujemy przez skórę tą samą niechęć do siebie, złość na siebie i rozczarowanie sobą, których nauczyliśmy się w tego typu sytuacjach. Oczekiwanie to, nawet, gdy jesteśmy go nieświadomi, wpływa na nas i upośledza naszą skuteczność. Tym samym, rzeczywiście odnosimy porażkę.

 

Szok elektryczny

2.

To tak, jakby ktoś pokazywał nam kolorowe karty i zawsze, w trzy sekundy po kolorze czerwonym przepuszczał przez nas uderzenie prądu. Czerwony… raz… dwa… trzy… bum! Po kilku razach, wystarczy, że zobaczymy czerwoną kartę z daleka, byśmy zaczęli odczuwać napięcie. Zaraz będzie bum! Zaraz będzie bum! – coś krzyczy wewnątrz nas dramatycznie.

Po jakimś czasie, nawet odcienie czerwonego będą wzbudzać w nas takie reakcje. Co gorsze, jeżeli uderzenia prądu będą czasem się pojawiać a czasem nam się upiecze, nasze oczekiwania będą jeszcze mocniejsze (wzmocnienia nieregularne są jednymi z najtrwalszych).

Wiele osób zdaje sobie sprawę, że oczekiwanie na porażkę utrudnia działanie. Ich pomysł walki z tym negatywnym efektem polega jednak na tym, by spróbować się zrelaksować, wyciszyć i uspokoić.

To tak, jakbyś porażony parę razy prądem, mówił sobie tuż przed dotknięciem przewodów elektrycznych: Muszę się uspokoić i wyciszyć. Nie ma się czego bać, na pewno będzie dobrze.

Łatwo sobie wyobrazić skuteczność tych zaklęć.

Organizm wie swoje. Nie można się pozbyć napięcia, jeżeli po większości bodźców (czerwona karta, rozmowa z kimś na kim nam zależy czy wyjście na środek sali szkoleniowej) dostajemy po uszach.

Po prostu musimy oczekiwać najgorszego, nawet, jeżeli od jakiegoś czasu negatywna reakcja się nie pojawia (każdy nawyk, szczególnie emocjonalny, wygasza się stopniowo, bardzo stopniowo).

To, jak bardzo się przygotujesz by nie odnieść porażki i to, jak bardzo będziesz się starać, by wszystko poszło dobrze, nie ma wpływu na lęk, który jest efektem wielu lat treningu. Znacznie lepiej ten lęk przyjąć i brać pod uwagę, niż wmawiać sobie, że mogę go pokonać pozytywnym nastawieniem albo w jakikolwiek możliwy sposób.

Czy jest jednak jakaś możliwość by pozbyć się tego oczekiwania na okropną porażkę, zwaną często brakiem pewności siebie?

Najlepszym rozwiązaniem jest pozbywać się stopniowo uderzeń prądu, jakie sami sobie serwujemy.

 

3.

Tym wielkim bum!, tym wstrząsem elektrycznym, są nasza reakcje w odniesieniu do siebie, gdy coś nam nie wyjdzie. Poczucie: ty kretynie, ty ośle, ty ostatni idioto, jak mogłeś…

Być może ten sposób reagowania na porażki zaczął się od reakcji rodziców, kolegów czy kogokolwiek, kto pracowicie nas instruował co sobie mówić i jak się traktować, gdy coś idzie nie tak (Jak można być takim idiotą! Znowu nic ci nie wyszło! Jak zwykle spartaczyłeś! To wstyd! Ty to na pewno zostaniesz starą panną! Nadajesz się tylko do łopaty). Teraz serwujemy sobie taką reakcję sami. Z przyzwyczajenia, z poczucia bezpieczeństwa, z braku chęci zmiany. Operatorem bolesnej iskry elektrycznej, przetaczającej się pomiędzy naszymi uszami, jesteśmy my sami.

Jeżeli nauczysz się choćby nieco inaczej reagować na porażki, twoja reakcja na trudne sytuacje z czasem przestanie aż tak bardzo zalatywać lękiem, przekonaniem do własnej nieudolności i niechęcią do siebie.

W następnych sytuacjach będziesz pewniejszy siebie, nie dlatego, że będziesz się bardziej starał i będziesz do nich lepiej przygotowany, ale dlatego, że twoja czerwona kartka (sytuacja, w jakiej się znajdziesz) powoli przestanie ci się jednoznacznie kojarzyć z uderzeniem bólu.

Brak oczekiwania na ból, sprawi, że będziesz skuteczniejszy. To nie znaczy oczywiście, że staniesz się od razu niezwykle skuteczny i przestaniesz robić jakiekolwiek głupie rzeczy. Nie łudźmy się. Do końca życia będziesz robił głupie, wstydliwe rzeczy. To, nie jest kwestia wyboru. To kwestia rzeczywistości. Ale przynajmniej pozbędziesz się części stresu i napięcia.

 

4.

Czy naszą reakcję można porównać aż do uderzenia prądu?

Mam wiele przykładów. Aby jednak nie wykorzystywać tego, co czytam w mailach, czy słyszę podczas spotkań, poszukałem przez chwilę w internecie. Dalej jest doskonały opis serwowania sobie dwustu dwudziestu woltów na gołą skórę.

Pewnie niewielu z nas ma dokładnie taki sam problem (niektórzy, jak ja, nie mają nawet takiej możliwości.). Ale myślę, że większość odkryje znajome nuty w słowach dziewczyny, która na jakimś forum internetowym tak opisała swoje doświadczenie:

Wczoraj miałam randkę z super chłopakiem. Jest przystojny i mega zabawny. Nie wiem co on we mnie widział, ale ok. Sam zdobył numer żeby się umówić. Próbowałam sobie wmówić, że bardzo mu na mnie zależy.

Był u mnie w akademiku na obiedzie. Ale ja… masakra. Na co dzień jestem w miarę żywa, wygadana i śmiała. Siedzieliśmy dość długo i praktycznie cały czas on gadał i patrzył mi w oczy. To mnie krępowało. Mówiłam mu, że rozkręcam się z czasem, że tak mam. On mówił – spoko.

Ale później zrobiłam coś mega głupiego, bo uznałam, że on pewnie umiera z nudów. Koleżanka do mnie zadzwoniła, czy nie chcielibyśmy wpaść do niej i jej chłopaka na piwko jakieś. On nie chciał, mówił, że przyszedł do mnie, a nie do koleżanki. Ja jednak się uparłam i poszliśmy.  Głupia jestem!!! Był na mnie zły i później mnie czymś tam wkurzył, że nawet idiotka nie wstałam, żeby go odprowadzić do windy.

Nie chce zostać starą panną. A u tego chłopaka jestem skreślona bankowo. Wszystko psuję. Jak w siebie uwierzyć i przełamać się? Jak odzyskać mózg!?

Prosta historia: chłopakowi ewidentnie podoba się dziewczyna. Ta, gdy tylko znajduje się w sytuacji, w której ktoś o nią zabiega, zaczyna spodziewać się najgorszego (na pewno zaraz zostanę wykpiona; tak naprawdę mu na mnie nie zależy; pomylił się i zaraz się opamięta, robi sobie jaja…). Dziewczyna próbuje walczyć ze sobą, stara się, nastawia, ale… rzeczywiście. Wizyta chłopaka się kończy i: Idiotka jestem! Wszystko jak zwykle popsułam!

Większość z nas efekt tego spotkania potraktowałaby, jako coś pozytywnego. Przecież chłopakowi zależy, co więcej będzie się starał jeszcze bardziej. Dziewczyna pokazała pazur, pokazała, że jeżeli chłopak chce, musi się starać. To oczywiste, że bycie rozdeptaną meduzą nie jest czymś, co nakręca facetów. Dziewczyno, to był sukces. Brawo: trochę słodyczy, trochę twardości, trochę kapryszenia.

Wspominałem, że czasem nie jest istotne, czy mamy do czynienia z porażką czy sukcesem. Oto przykład. Z perspektywy jej celów – sukces. Z perspektywy odczuć – tragedia. Nawet, jeżeli ten sukces był umiarkowany, powodów by być zadowolonym jest więcej niż ku temu by być rozczarowanym.

Jednak nie o rezultaty chodzi. To nie one są przyczyną awersji do siebie. Nawet, gdyby były jeszcze bardziej zadawalające i tak pojawiłoby się uderzenie.

Chodzi o samą sytuację. Prawdopodobnie dziewczyna jest uwarunkowana tak, że gdy znajduje się w sytuacji nawiązywania bliskich relacji, automatycznie oczekuje najgorszego.

To jest doskonale uzasadnione. Nie ważne, czy się coś uda czy nie – i tak nastąpi atak na samą siebie i obwinianie się za wszystko, co tylko się da.

 

5.

Dziewczyna jest totalnie w lesie. Nawet nie zdaje sobie sprawy, że jej problemem jest nieadekwatna reakcja na sytuację, życie w jakimś dziwnym, nie mającym wiele wspólnego z rzeczywistością świecie. Zaczyna jej przebłyskiwać, że to jej mózg. Ale daleko jej do tego by nawiązać choćby minimalny kontakt z ziemią.

Jak ta dziewczyna będzie próbowała sobie poradzić teraz?

Być może spotka kogoś życzliwego, kto jej powie: Przestań analizować, daj sobie spokój z tamtą sytuacją, przygotuj się do następnej, staraj się jeszcze bardziej itp.

Dobre rady – ale nie tutaj. Jeżeli chcesz nabyć większej pewności siebie, najwłaściwszy timing dla twojej pracy, to moment tuż po porażce, klapie i tragedii (albo czymś, co ci się takim wydaje).

A co powinna zrobić? Zacząć pracować nad swoimi reakcjami po. Nauczyć się czegoś innego niż typowe dla niej pełne agresji i głupiego obwiniania odrzucanie siebie.

 

6.

Jeżeli masz problemy z pewnością siebie, skup się na tym, co się z tobą dzieje, gdy robisz coś głupiego.

To jest sedno pracy, która pozwoli ci nabyć pewności siebie. Praca z własną głupotą. Nauka reagowania na żenujące porażki. Nauka bycia obecnym, świadomym i współczującym wobec siebie.

Dzięki temu będziesz bliżej pełni życia i pełni swoich możliwości.

Nauka reagowania na te trudne sytuacje nie jest równoznaczna z nauką pewności siebie (choć do niej prowadzi).

Pewność siebie jest pustką, miejscem zwolnionym przez lęki antycypacyjne. Miejscem, które można wypełnić skupieniem na tym, co mamy do zrobienia. Prawdziwa pewność siebie – pisałem o tym dawno temu, jest przezroczysta. Nie widać jej. Ani z zewnątrz, ani od wewnątrz.

Jeżeli czujesz się niezwykle pewny siebie, najczęściej odstawiasz lipę. Taką samą lipę, jak napakowani goście z wielkimi szyjami. Silni w grupie i po paru głębszych, ale ich dziarska postawa, pewny siebie chód i podniesiony głos to zazwyczaj maska.

Najbardziej pewny siebie jest mistrz zen, który pozwala by jego ciało działało płynnie, automatycznie, a umysł nie pozostawał pod wpływem urojonych koncepcji.  Mistrz, który zapomniał o sobie i dzięki temu może być absolutnie pewny siebie.

Kurs pewności siebie, podczas którego ktoś mówi bądź twardy, powtarzaj sobie jaki jesteś wielki jest kursem braku pewności siebie.

 

7.

Jak w takim razie nauczyć się reagowania na sytuacje klasy Znowu-Dałem-Ciała?

Ten tekst miał zwrócić uwagę na jedną rzecz: liczy się to, co jest po. I na tym dziś poprzestaniemy.

Na razie przyglądaj się temu, co się dzieje w tobie po tym, jak dasz plamę. Ciesz się każdym takim wydarzeniem, bo to okazja do rozwoju.

Przyglądaj się, co do siebie mówisz, jak się czujesz, jak działasz.

Czy nie przesadzasz jak ta dziewczyna?

Czy nie nazywasz porażką sukcesu? Albo przynajmniej czegoś neutralnego?

Niedługo dowiesz się jak, krok za krokiem, nauczyć się nowej reakcji na twoje tragedie (albo na to, co za nie uważasz). To będzie kilka bardzo prostych choć wymagających kroków.

Ale to w następnym tekście.

Jak zwykle pytanie: Czy w tym co przeczytałeś coś wzbudza twój opór? O coś chciałbyś dopytać? Coś wymaga rozwinięcia? A może jest tam coś pomocnego?

[hr]

Zdjęcia: Otis Historical Archives National Museum of Health and Medicine