Pewność siebie zależy od tego, co robisz po tym, gdy „och nie, znowu-dałem-ciała”

1.

Chcesz być pewny siebie, spokojny i opanowany. Chcesz być kontaktowy, doceniany przez ludzi i lubiany. Chcesz robić na ludziach dobre wrażenie. Chcesz podejmować trafne decyzje. Chcesz być pomocny, delikatny i taktowny. Chcesz by inni cię doceniali i podziwiali. Chcesz być dobrze zorganizowany. Chcesz by ludzie dobrze się czuli w twojej obecności…

Chcesz wielu tak ważnych, szlachetnych i potrzebnych rzeczy.

Starasz się.

Ale, zdecydowanie zbyt często, przynajmniej w twoim odczuciu, robisz coś przeciwnego.

Dajesz plamę. Wygłupiasz się. Popełniasz gafę. Tracisz nerwy i mówisz coś głupiego. Twoje decyzje okazują się śmiechu warte…

Wiesz, że to twoja wina. Wiesz, że mogłeś inaczej. Wiesz, że musisz wziąć, przynajmniej część odpowiedzialności na siebie. Wiesz, że musisz coś z sobą zrobić.

Zanim zabierzesz się do zmiany, chciałbym byś zrozumiał jedną, podstawową sprawę.

Tak, życie w całkiem sporym stopniu zależy od twoich wyborów i postaw. Tak, możesz coś zrobić by na przyszłość zminimalizować ilość błędów, gaf i pomyłek. Tak, warto wziąć się za siebie.

Ale: Timing is everything. Timing mój przyjacielu. Czas to wszystko. Jeżeli pomylisz czas i – na nic twoje starania.

To, co najczęściej zalecają ci bliscy, życzliwi i specjaliści od rozwoju osobistego dotyczy dwóch momentów: przed oraz w trakcie.

Radzą ci byś wziął się za siebie zanim znajdziesz się w krytycznej sytuacji (mówią np. nastaw się odpowiednio, wejdź w stan, przygotuj się mentalnie itp.).  Radzą też byś dawał z siebie wszystko, gdy wydarzenia ma miejsce (skup się, staraj się, bądź skoncentrowany).

To, co robisz przedw trakcie ma wpływ na bezpośrednie efekty, ale ma niewielki wpływ na ciebie samego – na to, czy pozbędziesz się wahań, wątpliwości pod swoim adresem lub ataków braku pewności siebie.

Z perspektywy budowy dobrych relacji z sobą samym, liczy się tylko to, co robisz po. Liczy się to, co robisz z sobą, po tym, gdy dotrze do ciebie jak głupią decyzję podjąłeś, jak wielką dałeś plamę, czy jak żenującą głupotą się popisałeś.

Nie chodzi tylko o porażki. To, co robisz po odniesieniu sukcesu również się liczy. Niektórzy zresztą mają duże problemy z odróżnieniem tych dwóch rzeczy. Powiedzmy, chodzi o te wszystkie wydarzenia, po których czujemy duże natężenie negatywnych emocji względem siebie.

Jeszcze raz, żeby się utrwaliło:

Liczy się to, co robisz po porażce, a nie to jak bardzo starasz się do niej nie dopuścić, czy jak mocno walczysz by dać sobie radę.

Poczucie niskiej wartości jest efektem automatycznego oczekiwania własnych negatywnych reakcji. To znaczy, gdy znajdujemy się w sytuacji, podobnej do tej, w której jakiś czas temu dostaliśmy po łapach, od razu, zanim nawet coś się zacznie dziać, czujemy smak klęski i tragedii. Czujemy przez skórę tą samą niechęć do siebie, złość na siebie i rozczarowanie sobą, których nauczyliśmy się w tego typu sytuacjach. Oczekiwanie to, nawet, gdy jesteśmy go nieświadomi, wpływa na nas i upośledza naszą skuteczność. Tym samym, rzeczywiście odnosimy porażkę.

 

Szok elektryczny

2.

To tak, jakby ktoś pokazywał nam kolorowe karty i zawsze, w trzy sekundy po kolorze czerwonym przepuszczał przez nas uderzenie prądu. Czerwony… raz… dwa… trzy… bum! Po kilku razach, wystarczy, że zobaczymy czerwoną kartę z daleka, byśmy zaczęli odczuwać napięcie. Zaraz będzie bum! Zaraz będzie bum! – coś krzyczy wewnątrz nas dramatycznie.

Po jakimś czasie, nawet odcienie czerwonego będą wzbudzać w nas takie reakcje. Co gorsze, jeżeli uderzenia prądu będą czasem się pojawiać a czasem nam się upiecze, nasze oczekiwania będą jeszcze mocniejsze (wzmocnienia nieregularne są jednymi z najtrwalszych).

Wiele osób zdaje sobie sprawę, że oczekiwanie na porażkę utrudnia działanie. Ich pomysł walki z tym negatywnym efektem polega jednak na tym, by spróbować się zrelaksować, wyciszyć i uspokoić.

To tak, jakbyś porażony parę razy prądem, mówił sobie tuż przed dotknięciem przewodów elektrycznych: Muszę się uspokoić i wyciszyć. Nie ma się czego bać, na pewno będzie dobrze.

Łatwo sobie wyobrazić skuteczność tych zaklęć.

Organizm wie swoje. Nie można się pozbyć napięcia, jeżeli po większości bodźców (czerwona karta, rozmowa z kimś na kim nam zależy czy wyjście na środek sali szkoleniowej) dostajemy po uszach.

Po prostu musimy oczekiwać najgorszego, nawet, jeżeli od jakiegoś czasu negatywna reakcja się nie pojawia (każdy nawyk, szczególnie emocjonalny, wygasza się stopniowo, bardzo stopniowo).

To, jak bardzo się przygotujesz by nie odnieść porażki i to, jak bardzo będziesz się starać, by wszystko poszło dobrze, nie ma wpływu na lęk, który jest efektem wielu lat treningu. Znacznie lepiej ten lęk przyjąć i brać pod uwagę, niż wmawiać sobie, że mogę go pokonać pozytywnym nastawieniem albo w jakikolwiek możliwy sposób.

Czy jest jednak jakaś możliwość by pozbyć się tego oczekiwania na okropną porażkę, zwaną często brakiem pewności siebie?

Najlepszym rozwiązaniem jest pozbywać się stopniowo uderzeń prądu, jakie sami sobie serwujemy.

 

3.

Tym wielkim bum!, tym wstrząsem elektrycznym, są nasza reakcje w odniesieniu do siebie, gdy coś nam nie wyjdzie. Poczucie: ty kretynie, ty ośle, ty ostatni idioto, jak mogłeś…

Być może ten sposób reagowania na porażki zaczął się od reakcji rodziców, kolegów czy kogokolwiek, kto pracowicie nas instruował co sobie mówić i jak się traktować, gdy coś idzie nie tak (Jak można być takim idiotą! Znowu nic ci nie wyszło! Jak zwykle spartaczyłeś! To wstyd! Ty to na pewno zostaniesz starą panną! Nadajesz się tylko do łopaty). Teraz serwujemy sobie taką reakcję sami. Z przyzwyczajenia, z poczucia bezpieczeństwa, z braku chęci zmiany. Operatorem bolesnej iskry elektrycznej, przetaczającej się pomiędzy naszymi uszami, jesteśmy my sami.

Jeżeli nauczysz się choćby nieco inaczej reagować na porażki, twoja reakcja na trudne sytuacje z czasem przestanie aż tak bardzo zalatywać lękiem, przekonaniem do własnej nieudolności i niechęcią do siebie.

W następnych sytuacjach będziesz pewniejszy siebie, nie dlatego, że będziesz się bardziej starał i będziesz do nich lepiej przygotowany, ale dlatego, że twoja czerwona kartka (sytuacja, w jakiej się znajdziesz) powoli przestanie ci się jednoznacznie kojarzyć z uderzeniem bólu.

Brak oczekiwania na ból, sprawi, że będziesz skuteczniejszy. To nie znaczy oczywiście, że staniesz się od razu niezwykle skuteczny i przestaniesz robić jakiekolwiek głupie rzeczy. Nie łudźmy się. Do końca życia będziesz robił głupie, wstydliwe rzeczy. To, nie jest kwestia wyboru. To kwestia rzeczywistości. Ale przynajmniej pozbędziesz się części stresu i napięcia.

 

4.

Czy naszą reakcję można porównać aż do uderzenia prądu?

Mam wiele przykładów. Aby jednak nie wykorzystywać tego, co czytam w mailach, czy słyszę podczas spotkań, poszukałem przez chwilę w internecie. Dalej jest doskonały opis serwowania sobie dwustu dwudziestu woltów na gołą skórę.

Pewnie niewielu z nas ma dokładnie taki sam problem (niektórzy, jak ja, nie mają nawet takiej możliwości.). Ale myślę, że większość odkryje znajome nuty w słowach dziewczyny, która na jakimś forum internetowym tak opisała swoje doświadczenie:

Wczoraj miałam randkę z super chłopakiem. Jest przystojny i mega zabawny. Nie wiem co on we mnie widział, ale ok. Sam zdobył numer żeby się umówić. Próbowałam sobie wmówić, że bardzo mu na mnie zależy.

Był u mnie w akademiku na obiedzie. Ale ja… masakra. Na co dzień jestem w miarę żywa, wygadana i śmiała. Siedzieliśmy dość długo i praktycznie cały czas on gadał i patrzył mi w oczy. To mnie krępowało. Mówiłam mu, że rozkręcam się z czasem, że tak mam. On mówił – spoko.

Ale później zrobiłam coś mega głupiego, bo uznałam, że on pewnie umiera z nudów. Koleżanka do mnie zadzwoniła, czy nie chcielibyśmy wpaść do niej i jej chłopaka na piwko jakieś. On nie chciał, mówił, że przyszedł do mnie, a nie do koleżanki. Ja jednak się uparłam i poszliśmy.  Głupia jestem!!! Był na mnie zły i później mnie czymś tam wkurzył, że nawet idiotka nie wstałam, żeby go odprowadzić do windy.

Nie chce zostać starą panną. A u tego chłopaka jestem skreślona bankowo. Wszystko psuję. Jak w siebie uwierzyć i przełamać się? Jak odzyskać mózg!?

Prosta historia: chłopakowi ewidentnie podoba się dziewczyna. Ta, gdy tylko znajduje się w sytuacji, w której ktoś o nią zabiega, zaczyna spodziewać się najgorszego (na pewno zaraz zostanę wykpiona; tak naprawdę mu na mnie nie zależy; pomylił się i zaraz się opamięta, robi sobie jaja…). Dziewczyna próbuje walczyć ze sobą, stara się, nastawia, ale… rzeczywiście. Wizyta chłopaka się kończy i: Idiotka jestem! Wszystko jak zwykle popsułam!

Większość z nas efekt tego spotkania potraktowałaby, jako coś pozytywnego. Przecież chłopakowi zależy, co więcej będzie się starał jeszcze bardziej. Dziewczyna pokazała pazur, pokazała, że jeżeli chłopak chce, musi się starać. To oczywiste, że bycie rozdeptaną meduzą nie jest czymś, co nakręca facetów. Dziewczyno, to był sukces. Brawo: trochę słodyczy, trochę twardości, trochę kapryszenia.

Wspominałem, że czasem nie jest istotne, czy mamy do czynienia z porażką czy sukcesem. Oto przykład. Z perspektywy jej celów – sukces. Z perspektywy odczuć – tragedia. Nawet, jeżeli ten sukces był umiarkowany, powodów by być zadowolonym jest więcej niż ku temu by być rozczarowanym.

Jednak nie o rezultaty chodzi. To nie one są przyczyną awersji do siebie. Nawet, gdyby były jeszcze bardziej zadawalające i tak pojawiłoby się uderzenie.

Chodzi o samą sytuację. Prawdopodobnie dziewczyna jest uwarunkowana tak, że gdy znajduje się w sytuacji nawiązywania bliskich relacji, automatycznie oczekuje najgorszego.

To jest doskonale uzasadnione. Nie ważne, czy się coś uda czy nie – i tak nastąpi atak na samą siebie i obwinianie się za wszystko, co tylko się da.

 

5.

Dziewczyna jest totalnie w lesie. Nawet nie zdaje sobie sprawy, że jej problemem jest nieadekwatna reakcja na sytuację, życie w jakimś dziwnym, nie mającym wiele wspólnego z rzeczywistością świecie. Zaczyna jej przebłyskiwać, że to jej mózg. Ale daleko jej do tego by nawiązać choćby minimalny kontakt z ziemią.

Jak ta dziewczyna będzie próbowała sobie poradzić teraz?

Być może spotka kogoś życzliwego, kto jej powie: Przestań analizować, daj sobie spokój z tamtą sytuacją, przygotuj się do następnej, staraj się jeszcze bardziej itp.

Dobre rady – ale nie tutaj. Jeżeli chcesz nabyć większej pewności siebie, najwłaściwszy timing dla twojej pracy, to moment tuż po porażce, klapie i tragedii (albo czymś, co ci się takim wydaje).

A co powinna zrobić? Zacząć pracować nad swoimi reakcjami po. Nauczyć się czegoś innego niż typowe dla niej pełne agresji i głupiego obwiniania odrzucanie siebie.

 

6.

Jeżeli masz problemy z pewnością siebie, skup się na tym, co się z tobą dzieje, gdy robisz coś głupiego.

To jest sedno pracy, która pozwoli ci nabyć pewności siebie. Praca z własną głupotą. Nauka reagowania na żenujące porażki. Nauka bycia obecnym, świadomym i współczującym wobec siebie.

Dzięki temu będziesz bliżej pełni życia i pełni swoich możliwości.

Nauka reagowania na te trudne sytuacje nie jest równoznaczna z nauką pewności siebie (choć do niej prowadzi).

Pewność siebie jest pustką, miejscem zwolnionym przez lęki antycypacyjne. Miejscem, które można wypełnić skupieniem na tym, co mamy do zrobienia. Prawdziwa pewność siebie – pisałem o tym dawno temu, jest przezroczysta. Nie widać jej. Ani z zewnątrz, ani od wewnątrz.

Jeżeli czujesz się niezwykle pewny siebie, najczęściej odstawiasz lipę. Taką samą lipę, jak napakowani goście z wielkimi szyjami. Silni w grupie i po paru głębszych, ale ich dziarska postawa, pewny siebie chód i podniesiony głos to zazwyczaj maska.

Najbardziej pewny siebie jest mistrz zen, który pozwala by jego ciało działało płynnie, automatycznie, a umysł nie pozostawał pod wpływem urojonych koncepcji.  Mistrz, który zapomniał o sobie i dzięki temu może być absolutnie pewny siebie.

Kurs pewności siebie, podczas którego ktoś mówi bądź twardy, powtarzaj sobie jaki jesteś wielki jest kursem braku pewności siebie.

 

7.

Jak w takim razie nauczyć się reagowania na sytuacje klasy Znowu-Dałem-Ciała?

Ten tekst miał zwrócić uwagę na jedną rzecz: liczy się to, co jest po. I na tym dziś poprzestaniemy.

Na razie przyglądaj się temu, co się dzieje w tobie po tym, jak dasz plamę. Ciesz się każdym takim wydarzeniem, bo to okazja do rozwoju.

Przyglądaj się, co do siebie mówisz, jak się czujesz, jak działasz.

Czy nie przesadzasz jak ta dziewczyna?

Czy nie nazywasz porażką sukcesu? Albo przynajmniej czegoś neutralnego?

Niedługo dowiesz się jak, krok za krokiem, nauczyć się nowej reakcji na twoje tragedie (albo na to, co za nie uważasz). To będzie kilka bardzo prostych choć wymagających kroków.

Ale to w następnym tekście.

Jak zwykle pytanie: Czy w tym co przeczytałeś coś wzbudza twój opór? O coś chciałbyś dopytać? Coś wymaga rozwinięcia? A może jest tam coś pomocnego?

[hr]

Zdjęcia: Otis Historical Archives National Museum of Health and Medicine

15 komentarzy

  1. Hm… Jak się zastanawiam, to chyba faktycznie opisany mechanizm funkcjonuje u mnie na wielu polach.

    Bardzo ciekawe spostrzeżenia 🙂

  2. W sama pore ten Twoj tekst Zbyszku. Moj szef udzielil mi dzisiaj feedbacku na temat tego jak prezentuje moje wyniki przed nasza grupa robocza. Wskazal rzeczy, ktore moge poprawic i przez to dostac wiecej wskazowek od grupy (bo koledzy beda lepiej rozumiec przedstawiony problem). I ja po tej rozmowie wpadlam w zly humor. Ze znowu spapralam, ze nie potrafie prezentowac, ze jestem do niczego. Zaczelam nakrecac negatywna spirale od malej rzeczy (ze znowu spapralam) do ogromnej (ze jestem do niczego). I tak to u mnie jest czesto po popelnieniu bledu.

    Co uratowalo moj dobry humor to fakt, ze:kolega zapytal mnie o feedback na temat jego applikacji o finansowanie projektu.

    Dlaczego to uratowalo moj nastroj? Przestalam myslec o sobie po czym spojrzalam na moja sytuacje z innej perspektywy. Uswiadomilam sobie, ze:

    1. dostalam feedback, bo zrobilam cos – a wiec dzialam
    2. wiem co zrobic inaczej, aby efekt mojego dzialania byl lepszy
    3. fakt, ze prezentacja nie byla zbyt dobra nie powoduje, ze ja jestem do niczego

    Dziekuje za Twoj tekst. W pelni zgadzam sie, ze to co robimy po jest wazne. dzieki koledze mialam chwilke na zlapanie oddechu i zmiane focusu. Dobra wskazowka dla mnie na przyszlosc – jak spapre cos – nie analizowac tego od razu., Odlozyc na bok i wrocic po jakims czasie. Wtedy emocje juz przycichna i bede mogla popracowac nad poprawa.

    • Witaj Gosiu 🙂
      Dokładnie tak. Ważne jest przynajmniej uświadomić sobie to, co w nas się dzieje gdy spirala zaczyna się nakręcać. To wiele zmienia, także na przyszłość. Pozwala wyciągnąć wnioski i poprawiać.
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

  3. Zbyszek… wiesz, długi tekst, zmęczony jestem, niechciało mi się czytać na początku… 😉 ale przełamałem się i było warto! Dzięki, że jesteś! 🙂

    • Mnie też wymęczył ten tekst Mat 🙂 Miał być znacznie szybszy. Ale ponieważ pisałem go w odcinkach, się rozrósł. Cieszę się, że się przełamałeś.
      Dzięki za komentarz!

  4. Zbyszku,
    bardzo ciekawie się robi, będę czekać na następny Twój wpis.

    Taka mała dygresja; wpadła mi w ręce książka Toma Petersa „Biznes od nowa” 2003 r).
    Autor snuje tam wizję świata, w którym wg niego już jesteśmy zanurzeni, gdzie nie ma miejsca na pewność siebie rozumianą jako przyzwyczajenie do osiągania sukcesów na dobrze znanym nam polu w dobrze znany nam sposób.

    Peters pisze: w „nowym” świecie, który podkreślam już nadszedł, chociaż dużo ludzi jeszcze nie załapało, co się dzieje,

    „jeśli nie lubisz zmian, tym bardziej Ci się nie spodoba utrata znaczenia”.

    To moim zdaniem bardzo ważne co mówi, gdyż odnosi się bezpośrednio do akceptacji utraty pewności siebie, i to może ona, akceptacja niepewności a nie poszukiwanie pewności, będzie najważniejsza wśród umiejętności managera czy współczesnej gospodyni domowej 🙂

    Nadszedł czas nowych umiejętności, nowych wartości i nowych definicji, czasem bardzo a rebours. Można rzec, że w obecnych warunkach ekonomicznych i kulturowych, gdzie technologia odgrywa ogromną rolę, a inżynieria genetyczna redefiniuje nowe pojęcie ludzkiego istnienia, pewnością siebie jest właśnie umiejętność radzenia sobie z zamętem znaczeń i niepewnością świata. Lubię, jak pisze o tym zjawisku, Zygmunt Bauman: o kulturze płynności, o niepewności i względności znaczeń (wystarczy spojrzeć na sztukę współczesną czy rzeczywistość wirtualną, na ich znaczenie i wpływ na nasze funkcjonowanie, myślenie, uczucia).

    Peters mówi też o błędach – im szybciej, częściej, gwałtowniej, tym lepiej – wtedy sukces przyjdzie szybciej. Przecież jest między nimi prosta zależność: jeśli popełniasz wiele błędów, znaczy że działasz w kierunku na którym Ci zależy (inaczej nie nazywałbyś tych skutków błędami) i uczysz się. Z każdą porażką masz cenne informacje, a to one teraz rządzą światem. Jeśli działasz, zbliżasz się do celu i zawsze będziesz dalej niż ten, który nie popełnia błędów, bo ich po prostu nie lubi. Wobec czego siedzi na tyłku i zrzędzi, jaki ten świat teraz szybki i zakręcony. 

    Współczesne relacje i stosunki, są i będą jeszcze bardziej pozbawione jednoznaczności (społeczna akceptacja i uznanie związków homoseksualnych np. związki partnerskie kobieta-mężczyzna przechodzą kryzys, potrzebne są redefinicje nowych ról dla kościoła, religii, sztuczna inteligencja w pracy łączy się z ludzką i często przewyższa tę ludzką, wszelkie planowanie pozbawione jest sensu, a „wartość opiera się na tym co nieuchwytne” np. sprzedaż nie produktu, a raczej już wizerunku marki czy stylu życia.

    Peters radzi wyrzucić na śmietnik wszystkie pewniki, gdyż szybkość zmian w dzisiejszych czasach nie pozwala na posługiwanie się przestarzałym repertuarem narzędzi tj. np. planowaniem strategicznym. Podaje przykład e-baya, gdzie sesje strategiczne są konieczne kilka razy w …tygodniu, i na takich sesjach zbiera sie zarząd. Czyli kilka razy w tygodniu zmienia się lub podtrzymuje decyzje i kierunki działania. Niezłe tempo!!
    Czy np. jakość, total quality system, stałe doskonalenie danej technologii czy usługi? w nowych czasach nie ma miejsca na doskonalenie produktów, bo Peters mówi że w nowej erze wyobraża się na nowo, szkoda czasu i pieniędzy na poprawianie starego, które zaraz zdezaktualizuje się.
    Konkurencja? cytuję za nim „dziś rywalizacja przebiega na poziomie hiperkonkurencji, w której niemożliwe jest utrzymanie przewagi.

    Gdzie w takim świecie miejsce na tradycyjną pewność siebie?
    Może nie będziemy na kursach rozwojowych szukać nabycia pewności siebie, bo to będzie jakaś archaiczna wartość, jak np. dzisiaj rycerskość czy coś w tym stylu 🙂 Także może lepiej nie przejmować się, że jesteśmy niepewni siebie, a tak jak mówi Zbyszek, pracować nad nabyciem umiejętności radzenia sobie z nią i ze swoimi emocjami, wewnętrznym krytykiem, dzieckiem w nas. Im lepiej będziemy siebie znać i rozumieć, a także kochać, tym mocniejsi będziemy w działaniu „na zewnątrz”, w odnoszeniu sukcesów czyli w kierowaniu swoim życiem w zgodzie z nami.
    Odnoszę wrażenie że błąd powinien być w zasadzie normalnym codziennym doświadczeniem , a jego popełnianie wzrastać powinno, wg tego m.in. co mówi Peters i myślę ja sama, wraz z poziomem IQ i świadomością, wiedzą danego osobnika o dzisiejszym świecie i jego zjawiskach.
    Czyli współczesne odpowiednie pytanie (a i stawianie pytań wg Petersa będzie dużą umiejętnością w erze jak on to nazywa „niejednoznaczności”, w której „nie wiesz nawet tyle, by wiedzieć czy zadajesz właściwe pytania”) mogłoby brzmieć nie „jak być pewnym siebie?” ale „jak być i rozwijać się w niepewnym i błyskawicznie zmieniającym się otoczeniu” na przykład?

    • Romana serdecznie dziękuję za interesujący wpis. Przeczytanie to jedno. Dwa zmusza to do zastanowienia się nad wieloma aspektami. Najważniejsze, to dawać sobie cały czas szansę rozwoju i zdawać sobie sprawę, że jeszcze wiele przede mną. Czasami mam takie wrażenie, że wydaje mi się, że już jestem u kresu i wszystko odkryłem, poznałem siebie i w ogóle jestem całkiem dobry. Zimny prysznic – robienie czegoś, czego się wcześniej nie robiło i okazuje się, że nie jest tak różowo. Działać trzeba działać i to jest właśnie to.

    • Dzięki Romana na przeinteresujący komentarz.

      Tak Tom Peter ma rację. Muszę zajrzeć do tej książki (nie czytałem). Podobnie pisze Seth Godin w „Linchpin” (po polsku „Najmocniejsze ogniwo”) – ja tą książkę czytam sobie regularnie co pewien czas (nie do snu, bo takie rzeczy mnie nie usypiają nic a nic). Świetnie i konkretnie mówi też o tym Daniel Pink w „Całkiem nowym umyśle” .
      Tak, nowy świat już się zaczął i to naprawdę jest świetne!

      Bardzo mi się podoba twoja definicja: „pewnością siebie jest umiejętność radzenia sobie z zamętem znaczeń i niepewnością świata.” Genialna definicja!

      „błąd powinien być w zasadzie normalnym codziennym doświadczeniem , a jego popełnianie wzrastać powinno, wg tego m.in. co mów”. Błąd jest codziennym doświadczeniem każdego z nas. Niestety wcale w efekcie tego nie wzrastamy.

      W ogóle bardzo bliskie jest dla mnie to, o czym napisałaś. Jak tworzyć i działać biznes w takiej totalnej zmienności. Zbyt często jesteśmy przyspawaniu do naszych pomysłów i zbyt wiele za to musimy płacić.

  5. Zbyszku, Dziękuję za kolejny bardzo interesujący wpis. Mogę powiedzieć, że tak jakby było to pisane na zawołanie i właśnie w tym momencie potrzebne. Zainteresowało mnie bardzo jedno stwierdzenie „wzmocnienia nieregularne są jednymi z najtrwalszych” Gdybyś chciał nieco rozwinąć ten temat lub gdzie mogę znaleźć informacje o tym byłbym wdzięczny.

    • Dziękuję i cieszę się.
      Co do wzmocnień, sprawdzę i podam ci źródła, jak tylko wrócę do domu. W tym momencie jestem całkiem spory kawałem od domu — nad morzem (polskim). Wracam w przyszłym tygodniu.
      Na szybko tylko – wzmocnienia nieregularne (variable conditioning) sięgają chyba badań Tolmana i Skinnera nad zwierzętami. Szybki link, które mi teraz wpadł w ręce: http://www.edpsycinteractive.org/topics/behavior/operant.html. Jak wrócię, zajrzę do podręczników.
      Pozdrawiam serdecznie.

  6. Dzięki za kolejny fajny, skłaniający do refleksji tekst. Ja na swoje potrzeby, tzn. na takie sytuacje kiedy zdarzy mi się popełnić jakiś głupi błąd czy gafę, mam takie motto „Jeśli chcesz być „kimś” musisz być gotowy stać się „nikim””. Bo jeśli nie dajemy sobie prawa do popełniania błędów, tym samym nie dajemy sobie prawa do rozwoju.

  7. Przypadkiem weszłam na tę stronę, ale jakże się cieszę, że miałam sposobność przeczytać ten artykuł. Wyciszył mnie i uświadomił pewne mechanizmy,których teraz doświadczam. Jestem bowiem świeżo po ostrej reprymendzie Szefa za zaniedbanie, którego się dopuściłam, czytaj nie przygotowałam dokumentów do kontroli US sądząc, że jeszcze mam czas. Cóż, okazało się, że nie. Usłyszałam, że strasznie się na mnie zawiódł, że nie sądził, że jestem na tyle nieodpowiedzialna, zbagatelizowałam wcześniej powierzone mi zadanie. Wysłuchałam jego zarzutów, były jak najbardziej na miejscu. Problem pojawił się i trwa teraz. Nadal jak bumerang wracają jak echo jego słowa. Jest weekend, w poniedziałek jest kontrola, zamiast się cieszyć weselem, na które dzisiaj jestem zaproszona wciąż myślę o tej sytuacji, kreuję czarny scenariusz poniedziałkowego dnia pracy. Koszmar. Nie pomaga mechanizm przyglądania się w spokoju negatywnym myślom, które przypływają jak czarne chmury i którym powinnam pozwolić „odpłynąć”. Lektura artykułu pozwoliła mi się nieco wyciszyć, ale radzenie sobie „po” jest takie trudne.

  8. Dziękuję za bardzo ciekawy i pomocny artykuł. Ja również od kilku tygodni zamartwiam się sytuacją, która miała miejsce w pracy. Wykazałam się pewną głupotą i męczą mnie wyrzuty sumienia. Wiem na pewno, że mam niską samoocenę, choć na zewnątrz udaję pewną siebię, tłumię złe emocje, pozuję na kogoś innego, łaknę akceptacji otoczenia. Nie wiem jak zakończy się moja sytuacja w pracy, ale na obecna chwilę Pański tekst bardzo mi pomógł. Jestem 35-letnią kobietą i na pewno jeszcze wiele róznych, trudnych, kompromitujących sytuacji mnie czeka, ale teraz już postaram się zapamiętać Pańskie słowa i nie biczować się, nie zamartwiać bardzo każdą porażką i bardziej cieszyć się życiem.

Zostaw komentarz