Kreatywność to strasznie dziwna umiejętność. Jej sednem jest umiejętność zawieszania tego, co wiemy i patrzenia na sytuację, tak jakby się ją widziało po raz pierwszy, poza schematem. Patrzenie trochę tak jak dziecko, które robi coś po raz pierwszy.

Sobota wieczór. Jadę na zakupy do marketu. To nie jest miejsce, w którym lubię bywać o tej porze. Szczerze mówiąc, średnio je lubię o jakiekolwiek porze. Ale przynajmniej lista zakupów mieści się na małej, żółtej karteczce. Jest nadzieja, że szybko wrócę. Przede wszystkim chcę kupić wodę. Przynajmniej dwie zgrzewki wody mineralnej. W sumie dwadzieścia cztery, 1,5 litrowe butelki. Będzie jakieś trzydzieści litrów wody. Całkiem dużo. Biorę samochód.

Chcę kupić i jak najszybciej wrócić do domu. Parkuję pod marketem. Akurat jest mocna wichura. Zbliża się burza. Wiatr szarpie wszystkim dookoła. Z niepokojem patrzę na stojące obok tablice reklamowe. Skrzypią i wykrzywiają się przy każdym podmuchu. Mam nadzieję, że nie spadną na mój samochód.

Przez chwilę myślę nawet, czy nie zaparkować gdzie indziej. Ale śpieszy mi się. Naciskam na głowę czapkę, stawiam kołnierz i biegnę do wejścia. Wiatr wieje tak, że chwilami tracę oddech.
Z daleka widzę wózki. Szukam w kieszeni monety. Nie ma. Szukam w innej kieszeni. Też nie ma. Potrzebuję wózka. Oprócz wody chcę kupić jeszcze kilka innych rzeczy. Nie dam rady bez wózka. Przypominam sobie, że kiedyś trzymałem monety w schowku w samochodzie. Wracam do samochodu. Nie ma. Sprawdzam portfel. Karty i banknot 200 zł. Myślę, co zrobić. Nie wrócę przecież do domu po złotówkę! Próbuję rozmienić w kwiaciarni, pani patrzy na moją nieogoloną dziś twarz i nawet nie sprawdzając w kasie, mówi „przykro, nie mam”. Jest jeszcze stoisko ze słodyczami. Ale jak na złość kolejka. Wiem. Mam plan. Kupię wszystko oprócz wody – bez problemu mi się zmieści w torbie. W kasie zapłacę banknotem, zaniosę wszystko do samochodu i wrócę tylko po wodę. Widzę, że kolejki do kas są małe, plan wydaje mi się dobry. Najważniejsze to nie stracić czasu.

Z pełnym naręczem towarów podchodzę do kasy. Mam szczęście. Nie czekam ani chwili. Płacę. Dostaję resztę. Bardzo się śpieszę i nie pakuję wszystkiego dokładnie. Książeczka, którą kupiłem dla córki nie mieści się do reklamówki, biorą ją pod pachę. Zanoszę wszystko do samochodu. Gdy otwieram bagażnik i wrzucam wszystko do środka wiatr wyrywa mi spod pachy książeczkę. Biegnę za nią jakieś 100 metrów. Cała mokra. Chwytam i biegnę z powrotem. Dobrze, kupię ją jeszcze raz. Z reszty, którą dostałem przy kasie wybieram dwa złote i biegnę w stronę wózków. Chwytam pierwszy z brzegu.

Nie jest przypięty. Obok stoi inny, też nie jest przypięty. Nie trzeba wkładać żadnej monety. Prawdopodobnie cały czas tam stał. Dziesięć minut temu, gdy biegałem tam i z powrotem też.
Byłem tak zajęty realizacją swojego awaryjnego planu, że nie sprawdziłem czy w ogóle jakiś plan jest potrzebny. Byłem nim tak pochłonięty, że nie rozejrzałem się wokół. Nie przyszło mi to nawet do głowy.
Byłem skupiony, proaktywny, podszedłem do problemu w twórczy sposób. Tyle, że byłem ślepy. Realizowałem skrypt. Zazwyczaj potrzebujesz monety do tego by wziąć wózek. Gdy jej nie masz, musisz ją zdobyć. Taki jest skrypt, czy schemat. Co by było, gdyby był ze mną ktoś, kto nie ma jeszcze skryptu „wózek – moneta”? Na przykład małe dziecko lub ktoś, kto nigdy jeszcze nie był w markecie? Pewnie usłyszałbym pytanie:
– Ale, po co ci ta moneta?
– Żeby wziąć wózek.
– Dlaczego?
– Bo zawsze tak jest. Wózek zawsze jest przypięty i aby go odczepić musisz mieć monetę?

I tak mógłbym wtajemniczać rozmówcę w to, co dzieje się „zawsze”, a więc jest na tyle pewne i ważne, że nie warto nawet się rozglądać wokół. Tymczasem to tylko schemat. Utrwalony w naszej głowie, przez to, że tyle razy się powtarzał. Ale tylko tyle. To tylko schemat, a nie prawdziwa rzeczywistość.

Z jednej strony jest świat z zestawem swoich danych, które bombardują nasze zmysły, z drugiej usłużny umysł, który podpowiada to jedno, to drugie. Zmysły – wzrok, słuch, dotyk, zapach, smak, odczucia wewnętrzne, kontra skrypty z pamięci. Gdy jakaś sytuacja jest typowa, powtarzalna, nie zawracasz sobie głowy słuchaniem, patrzeniem czy czuciem. Lecisz na autopilocie. Czasem tylko, gdy sytuacja jest inna, nietypowa, gdy brakuje skryptu, wyłączasz autopilota i otwierasz się na rzeczywistość.

Często mówi się o kreatywności jako o umiejętności oryginalnego rozwiązywania problemów. W rzeczywistości osoba kreatywna, często nie musi rozwiązywać problemu, bo go nie widzi. Problem jest wynikiem działania schematów. Gdy potrafisz patrzeć na świat odwieszając stare schematy („zawsze, zazwyczaj, tak się robi”), często okazuje się, że nie problemów. Osoba kreatywna mówi:
„Zaraz, zaraz stary…, zanim zaczniesz rozwiązywać, działać, planować i realizować, zastanów się czy rzeczywiście ten problem istnieje? Czy dobrze wszystko widzisz?

Kreatywność to strasznie dziwna umiejętność. Jej sednem jest umiejętność zawieszania tego, co wiemy i patrzenia na sytuację, tak jakby się ją widziało po raz pierwszy, poza schematem. Patrzenie trochę tak jak dziecko, które robi coś po raz pierwszy.

Spróbuj poćwiczyć się w tej umiejętności. Popatrz na swoje problemy w taki sposób, jakbyś widział jej po raz pierwszy. Wyrzuć na chwilę swoje stare schematy. Wyobraź sobie, że w twojej głowie pojawiło się na chwilę dziecko lub przyjazny ci kosmita. Co by zobaczyli? Czy zobaczyli by coś, na co ty nie zwracasz, na co dzień uwagi? Może problem, który strasz się teraz rozwiązać jest tylko w twojej głowie? Może niepotrzebnie biegasz, bo jakiś wózek cały czas czeka, na to byś go wziął?

[ratings]