Siedem zasad prostego życia z celem

Siedem zasad, które ostatnio są dla mnie ważne. We większości zaczerpnięte od Shomo Morita, który stał się ostatnimi czasy kimś w rodzaju przewodnika.

Być może któraś z tych zasad będzie pomocna także dla ciebie. Mnie pozwalają wyzwolić się z głupiej gonitwy opierającej się na fałszowaniu rzeczywistości i ściganiu własnego ogona.

Pierwsza. Przyjmuję wszystko co się dzieje wewnątrz mnie. Nie ukrywam się przed niczym, co zechce pojawić się w mojej świadomości. Nie udaję przed sobą, że nie mam jakichś emocji. Np. nie udaję, że jestem pełny siły, gdy nie jestem. Nie udaję, że mam doskonały humor, gdy czuję smutek. Nie udaję spokoju, gdy wewnątrz czuję złość. Przyjmuję wszystko co zechce się we mnie pojawić. Otwarcie przyjmuję zarówno emocje przyjemne jak i nieprzyjemne. Otwieram na nie cierpliwą i wyrozumiałą uważność.

Druga: Porzucam nadzieję na zmianę swoich myśli i odczuć. Porzucam poczucie odpowiedzialność za emocje i myśli jakie odczuwam. Porzucam oczekiwania na to bym się stał innym człowiekiem, bym miał inne myśli, odczucia, wyobrażenia, bym w inny sposób wyglądał, miał inne ciało czy inaczej mówił. Mam to, co powinienem mieć. Próby jakichkolwiek zmian siebie przez siłę woli są nieskuteczne. Mogę tylko usiłować zmienić swoje odczucia, ale nie mogę ich zmienić. Nie jestem odpowiedzialny za emocje i myśli jakie do mnie przypływają. Np. myśl: to co robię jest bez sensu, nie jest moją winą i nie muszę jej na gwałt zmieniać. Nie jest moją winą smutek, złość czy zagmatwanie. Tak samo jak nie jest moją winą stan nieba za oknem – to czy są na nim chmury czy słońce.

Trzecia: Przyjmuję pełną odpowiedzialność za wszystkie moje działania. Jestem odpowiedzialny za wszystkie moje czyny, niezależnie od tego jak się czuję. To jakie myśli przychodzą mi do głowy oraz jakie emocje czuję, nigdy nie jest wytłumaczeniem zaniechania jakiegoś działania czy zrobienia czegoś, czego nie powinienem robić. Gdy człowiek spowoduje wypadek wjeżdżając na czerwone światło, to, że czuł pośpiech nie jest okolicznością łagodzącą. Każdy z nas, codziennie robi setki rzeczy na które nie ma żadnej ochoty – chodzimy do dentysty, wstajemy wcześnie rano, witamy się ze zrzędzącym sąsiadem, płacimy podatki, itp. Nikt z tego nie robi problemu. Mówienie „ale ja się bardzo bałem” nie wyleczy zepsutych zębów. Jestem w pełni odpowiedzialny za wszystkie moje działania, niezależnie od tego co czuję. Jeżeli nie mam najmniejszej ochoty wymyć garów, nie jestem odpowiedzialny za to ile zapału czuję do mycia garów, ale jestem w pełni odpowiedzialny za to, czy gary są wymyte czy nie.

Czwarta: Pozwalam sobie dostrzec świat wokół mnie. Przestaję utrzymywać skupienie uwagi na mnie samym – moich odczuciach czy myślach. Utrzymywanie uwagi na sobie samym jest jak skupianie się na szybie, zamiast na widoku za nią. Zza najbrudniejszej szyby można zobaczyć wspaniały widok a przez najbardziej czystą taflę niczego można nie zobaczyć. Gdy tylko mogę skupiam swoją uwagę na tym, co mnie w danej chwili otacza – na innych ludziach, niebie, powietrzu…. Świat za oknem jest ciekawszy niż samo okno. To moje złe nawyki trzymają mnie skupionego na własnym nosie. Pozwalam sobie na to by skupić się na świecie za oknem. Gdy mój wzrok znowu skupia się na brudach za oknem (lub pięknych ornamentach), dostrzegam je a następnie patrzę co jest ciekawego poza nimi.

Piąta: Pamiętam o swoim marzeniu i celach, choćby nie wiem jak wydawały mi się nierealne, odległe czy śmieszne. Zadaję sobie pytanie: Co teraz jest moim celem? Do czego teraz dążę? Gdy piszę staram się przypominać sobie po co to piszę. Jaki problem chcę rozwiązać. Jakiej rozrywki chcę dostarczyć. Komu chcę pomóc. Co jest moim celem?

Szósta: Skupiam się na kolejnym kroku. W każdej chwili mogę zrobić jeden mały krok do przodu. Jeżeli znam swój cel, mogę skupić się na kolejnym kroku. Nie mogę zrobić wszystkiego od razu. Skupiam się na tym, co mam pod nosem. Nie czekam, aż zmienią się warunki, ktoś mi pomoże, lepiej się poczuję czy wreszcie nauczę się wszystkiego, czego powinienem umieć. Wszystko, co mogę teraz zrobić, to…….. Nie jest ważne co mogą zrobić inni by mi pomóc. Nie jest ważne, co mogę zrobić kiedyś, w przyszłości. Ważne jest to, co ja mogę zrobić teraz .

Siódma: Rezygnuję, dopiero gdy mi się uda. Jestem osobą, która łatwo się wycofuje. Często czuję, że to co robię nie ma sensu. Często zabieram się za coś innego, bo wydaje mi się, że odniosłem totalną porażkę. Potem okazuje się, że wcale tak źle nie było. To wszystko tylko myśli i odczucia. Nie jest ważne dlaczego i skąd się wzięły. Szkoda czasu na ich leczenie i analizę. Wiem, że są po prostu jak stara zrzędząca baba, która chce mnie zepchnąć z mojej drogi. Mówi tym głośniej im bardziej chcę ją zagłuszyć. A gdy robię swoje mimo jej zrzędzenia, cichnie. Tak, zmienię swoje cele, wycofam się, zrezygnuję – ale dopiero gdy uda mi się to do czego dążę.

Która z zasad wydaje ci się przydatna? Którą stosujesz? Którą warto zastosować? Której nie mógłbyś stosować?

Nową notkę opublikuję dopiero po tym, jak zbierzemy tu siedem komentarzy 😉

19 komentarzy

  1. Super tekst. Treści tam zawarte bardzo do mnie przemawiają, nigdy tak nie myślałam o zyciu. Dzieki temu tekstowi mogłam dzisiaj zachowac spokój w sytuacji w której trudno byłoby mi sie uspokoić.

  2. Bardzo się cieszę. Nie ma przyjemniejszej rzeczy niż świadomość, że komuś pomogło. Jestem w niebie 🙂
    I cieszę się, że podobne zasady się sprawdzają i u mnie i u Ciebie.
    Życie jest znacznie prostsze, gdy nie staramy się zmieniać tego, czego się nie da zmieniać, a zamiast tego skupiamy się na tym, co jest dla nas naprawdę ważne. Pozdrawiam serdecznie.

  3. Witam Panie Zbyszku,
    Tekst (jak zwykle) inspirujący. Warto sobie czasem przypomnieć o tym, że nasz mózg (i zrzędząca w nim baba również) to jedynie narzędzie, a nie MY. My to coś więcej. Świadomość, że możemy udoskonalać to narzędzie, odkrywać jego funkcje i w końcu umieć je programować i wykorzystywać do realizacji swoich celów daje dużą moc. Pana notki na tym blogu są troszkę jak instrukcja obsługi poszczególnych podzespołów;).
    Mały szantaż (Nową notkę opublikuję dopiero po tym, jak zbierzemy tu siedem komentarzy ;-)) zmobilizował mnie, by dorzucić swoje 3 grosze 🙂 pozdrawiam Anna

  4. Bardzo dziękuję pani Aniu za zmobilozowanie się 🙂 Szantażyk w takim razie się po części udał. Oczywiście to by żart, bo wcale nie będę tak długo czekał. 🙂

  5. Wow, jestem zachwycona. Aktualnie czytam „Energie wewnetrzna” i to tak znalazlam adres www tej stronki. Wszystko zarowno w ksiazce jak i w powyzszym artykule bardzo klarowe i jakie prawdziwe. Moze zdecyduje sie Pan wydac kasizke takze w angielskiej wersi jezykowej. Moj chlopak, ktoremu ja na biezaco streszczam bylby zachwycony, bo jednak czyjas subiektywna relacja a wlasna lektura to duza roznica.
    Pozdrawiam i zabieram sie do czytania kolejnych artykulow 🙂

    Gosia

  6. Bardzo dziękuję Gosiu. Rzeczywiście myślę o pisaniu po angielski, ale jeszcze nie w tym roku. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

  7. Siódmy komentarz. Tekst zasługuje nań. Bardzo dobry “klucz”.

  8. Bardzo dobry tekst, zasadę siódmą wprowadzam w swoje życie od teraz. Cierpię na brak silnej woli i często rzucam jakieś zadanie kiedy zaczyna mnie męczyć. A potem tego strasznie żałuje i mam wyrzuty sumienia, że mogłem lepiej, że mogłem jednak skończyć… Dziękuje za ten tekst, wierze że dzięki tej jednej poradzie uda mi się pokonać swoją „barierę”, że to tak nazwe :D.

  9. „Nie jestem odpowiedzialny za emocje i myśli jakie do mnie przypływają.” – nie zgadzam się z tym. Jestem odpowiedzialna za to, jakie w danej chwili odczuwam emocje. Bo niby dlaczego czyjeś niewłaściwe zachowanie ma powodować moje rozdrażnienie, gniew, żal? Tak samo jak jestem odpowiedzialna za swoje życie, tak samo odpowiadam za to, co przeżywam. Najważniejsze to rozumieć swoje emocje, bo dzięki temu mamy szansę zdecydować jak nimi pokierować. Jeżeli pojawia się we mnie smutek, warto się zastanowić dlaczego, i czy to, co go wywołało jest warte tego, by się smucić. I czy to, że się smucę w czymkolwiek pomaga…
    Pozdrawiam serdecznie!

    • „Najważniejsze to rozumieć swoje emocje”. No właśnie, czyli nie mamy kontroli nad tym jakie emocje się w nas pojawiamy, więc nie możemy za to brać odpowiedzialności. Odpowiedzialność tak jak zostało zaznaczone bierzemy dopiero za nasze działania, także w zakresie radzenia sobie z emocjami 🙂

  10. Do Karoliny: nie rozumiem o co chodzi z ta odwiedzialnoscia za emocje i mysli. Czyli jesli ktos np. Cie wieczorem napadnie i pobije to to „niewłaściwe zachowanie” nie spowoduje Twojego rozdrażnienia, gniewu, żalu?

  11. Mam na myśli, że to, jakie przeżywamy emocje, zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Mówiąc, że ktoś lub coś powoduje, że czuje się tak czy inaczej jest zrzucaniem z siebie odpowiedzialności. To są jednak moje emocje i jeśli nauczę się rozpoznawać przyczyny ich powstawania, będę mogła je kontrolować. To, że czuję gniew jest wynikiem tego, co dzieje się we mnie, nie zaś tego, jak postępują inni. To tak jakby ktoś powiedział: „przez ciebie czuje się smutna”. W tym przypadku jest to zrzucenie odpowiedzialności za własne emocje na Ciebie. A niby dlaczego Ty masz odpowiadać za to, co odczuwa ktoś inny?
    Czy zdarzyło Ci się kiedyś usłyszeć podobne słowa? Podejrzewam, że tak. Ludzie bardzo często używają podobnych sformułowań, zamiast wziąć swoje emocje w swoje ręce.
    Chodzi mi też o to, że moje uczucie gniewu niczego w tej sytuacji nie zmienia, w związku z czym nie widzę sensu, by się złościć. Nie cofnę czasu. To, co się stało już się nieodstanie.
    Widzisz, to tak samo jakbyś pewnego dnia usłyszała od mężczyzny, z którym jesteś związana: „nie mogę bez ciebie żyć”.
    Co to znaczy? Że do końca życia musisz przy nim być, bo inaczej on nie zdoła żyć? Czy to znaczy, że nie masz prawa odejść, żyć szczęśliwie z kimś innym, bo wtedy on będzie nieszczęśliwy? Znów ktoś obarcza Cię odpowiedzialnością – tym razem za swoje szczęście…
    Pozdrawiam!

  12. Karolino, to, że nie jestem odpowiedzialny za swoje emocje nie oznacza, że ktoś inny jest za nie odpowiedzialny. Masz rację, że zrzucanie winy na kogoś (to przez ciebie czuję się źle) jest głupie. Kategoria winy nie pasuje do emocji. Nikt – ani ty, ani on nie jest winny emocji. I z drugiej strony wszyscy są winni.

    Ale twierdzenie, że to jakie emocje przeżywam zależy od mojej woli jest samooszukiwaniem się.

    Gdyby to była prawda przez 24 godziny na dobę przepełniona byłabyś szczęściem, zadowoleniem, miłością do ludzi i głębokim współczuciem. Co więcej mogłabyś się zakochać i odkochać, gdybyś tylko miała ochotę. Gdyby ktoś cię opuścił lub skrzywdził, dzięki zrozumieniu sytuacji mogłabyś nie czuć smutku ani straty. Czy tak jest w twoim życiu?

    Jeżeli jednak zdarza ci się czuć smutek, złość, zmęczenie, rozdrażnienie, pogardę, stratę i wiele innych rzeczy, których wolałabyś nie czuć, być może powinnaś spróbować zupełnie innego podejścia.

    Akurat mam przed sobą słowa Jerzego Grotowskiego, które bardzo pasują:

    „Stan emocjonalny jest bardzo ważny, lecz nie zależy od woli. Nie chcę być smutny – jestem smutny. Chcę kochać tę osobę – nienawidzę jej, ponieważ emocje nie zależą od woli. A zatem, każdy kto chce uzależniać działania od stanów emocjonalnych, błądzi”.

  13. Rozumiem, emocje pojawiają się różne i każdy z nas je odczuwa. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości Ale jeśli we mnie pojawia się smutek kiedy ja nie chcę być smutna, to jeśli wiem czego jest wynikiem mam możliwość to zmienić. I zdaję sobie sprawę z tego, że mam prawo go czuć. Jednak nie chcę. Emocje często pojawiają się niezależnie od woli, ale nie przypływają sobie z poza mnie. One rodzą się we mnie i to ja decyduje czy coś z nimi zrobię, czy pozwolę by one uprzykrzały mi życie. Dodatkowo, jeżeli poznam mechanizm powstawania niektórych z nich, mogę ten proces powstrzymać.
    Odnosząc się do Pana Grotowskiego – nikt nie mówi o działaniu uzależnionym od stanów emocjonalnych. Wręcz przeciwnie. „Kocham – nienawidzę jej”. Trudno nie przyznać autorowi racji, bo przecież co mogę zrobić gdy rządzi mną nienawiść? Nic dobrego.
    Ja jednak mówię o tym, by nie pozwolić tej nienawiści sobą rządzić. Ona się rodzi we mnie, ja decyduje jak nią pokieruję. Właśnie po to, by ona nie kierowała mną.
    Tak więc mogę nie mieć wpływu na to jakie emocje się we mnie pojawiają, ale jestem za nie odpowiedzialna. Ponieważ odpowiedzialność za swoje emocje to również odpowiedzialność za swoje życie.

  14. Przed momentem przeczytałam „Negatywne emocje – jak wyciągnąć kamyk z buta?”. To jest dokładnie to samo, o czym pisze…

  15. Im dluzej o tym czytam tym mniej rozumiem: odpowiedzialny za moje emocje? tzn. ide ulica, ktos mi da w leb, zlamie noge etc. I co, jako osoba odpowiedzialna za swoje emocje mam sie czuc zadowolona z zycia. chyba jest cos takiego jak social contract, konwencje i to ze slowa „kocham”: wywoluja mile emocje (zwykle) a slowa wulgarne czy tez negatywne negatywne emocje. Wydaje mi sie czlowiek kompletnie nie reagujacy na innych ludzi wrecz obojetny moze czuc sie tak jak sam sobie to ustali. Wszyscy wiemy co to naczy kochac ponizac, kochac, byc uprzejmym, byc dobrze traktowanym. Nikt mi nie wmowi ze mozna byc caly dzien traktowanym i byc w dobrym humorze. Dla mnie to brzmi dosc nienormlanie.
    I w ogole co to znaczy byc odpowiedzialnym za emocje? Dotychczas o tym nie slyszalam. Dla mnie to brzmi jak oszukiwanie siebie samego. i nie wiem po co i jaki to ma sens.

  16. Cierpie na depresje i nerwice odtawilam leki gdyz wiem ze to nie one sa rozwiazaniem. Codziennie probuje sie zmienic i czuc tak jak przed tym co mi sie przydarzylo analizujac kazde zachowanie i bedac zmeczona soba. Taka nieustanna walka. A ten tekst jet poprostu swietny, wszystko do mnie przemowilo, mysle ze bede sie staracz calych sil wdrazac w zycie powyzsze wskazowki. :))))

  17. Jestem zachwycona tym blogiem. Zajmuje się pisaniem o różnych metodach samorozwoju. Niektóre z wymienionych przez Pana zasad pasują jak ulał do tych, które przedstawił David Allen w swojej książce GTD, która jest napisana fatalnie, z typowym protestanckim zacięciem. A tu proszę, prosto, ładnie i przyjemnie. Pozdrawiam.
    Aha, może warto pomyśleć o jakiś pozycjonowaniu tego bloga, bo bardzo trudno znaleźć go w google. Ja w każdym razie polecam tę stronę gdzie tylko mogę:)

  18. A mnie się podobają wszystkie ale mam zastrzeżenie co do jednej mianowicie „Porzucam nadzieję na zmianę swoich myśli i odczuć.” Jeśli moim celem jest samodoskonalenie i jeśli chciałbym aby moje ciało wyglądało inaczej, mogę, nie wiem czy dobrze ujmę – tymczasowo zaakceptować fakt że moje ciało nie jest takie jakie bym chciał… Pan napisał o całkowitym porzucaniu oczekiwania jego zmiany. Ja takiego nie porzucę. Mogę być przecież niezadowolony z jakiegoś faktu ale nadal go akceptować i nie wykluczać możliwości zmiany. Pewnie są rzeczy których nie można zmienić i w takich wypadkach rozsądne byłoby porzucenie oczekiwania zmiany, ale „ciało” chyba nie jest dobrym przykładem, ponieważ można je zmienić. Chęć można faktycznie porzucić…. To o czym Pan Zbyszek pisze jest zawarte w książce Stevena C. Hayesa i Spensera Smitha „w pułapce myśli” to się nazywa terapia Akceptacji i zaangażowania jest świetnie wytłumaczony mechanizm powstawania bólu i radzenia sobie z emocjami, myślami oraz cierpieniem, są też ćwiczenia. Jest to poradnik który faktycznie pomaga sobie z tym radzić, serdecznie polecam tę pozycję.

Zostaw komentarz