To była chwila przerwy, być może też jej potrzebujesz

 Kiedy zrobić przerwę?

W moich tekstach było trochę przerwy.

Czasem przerwa jest tak samo potrzebna jak rytmiczna praca.

Kiedy najbardziej potrzebujesz przerwy?

Myślę, że na pewno wtedy, gdy łapiesz się na powierzchowności, bylejakości i braku zaangażowania. Odkrywasz, że twoja praca z jakiegoś powodu jest działaniem na pół gwizdka. Jeżeli będziesz w ten sposób ją ciągnąć, życie będzie stopniowo stawać się coraz cięższe i pozbawione smaku. Warto się zatrzymać, zebrać w sobie i wystartować na nowo.

Potrzebujesz przerwy, także wtedy, gdy czujesz, że wszystko co robisz nie ma sensu. Nie masz zielonego pojęcia komu, ani czemu to służy. Może coś, kiedyś miało sens, ale teraz wszystko się zakurzyło albo zgubiło? Warto się zatrzymać, by przyjrzeć się temu, co jest dla ciebie ważne.

Potrzebujesz przerwy, gdy czujesz, że układ, w jakim tkwisz jest niesprawiedliwy, że nie jesteś uczciwie traktowany. Gdy zrobisz przerwę i przyjrzysz się wszystkiemu dokładnie, czasem dojdziesz do wniosku, że miałeś rację, ktoś cię zmanipulował, wkręcił, zrobił z ciebie frajera.

Czasem jednak odkryjesz, że to wcale nie tak. Po prostu po drodze zapomniałeś o wdzięczności i stałeś się nieczuły na to, co inne osoby wnoszą w twoje życie.

Tak czy inaczej nie jest dobrze iść do przodu mając żal do świata i ustawiczne poczucie bycia wykorzystywanym.

Pewnie jest wiele innych sytuacji, w których warto zrobić przerwę. Jednak chciałbym się skupić na jednej z nich.

Asekuracja

Jednak przerwy potrzebujesz przede wszystkim wtedy, gdy twoje wybory sprowadzają się do tego, co bardziej bezpieczne, przewidywalne i wygodne, kosztem tego, co bardziej sensowne.

Nie chciałbym, żebyś mnie źle zrozumiał. Nie jestem fanem ryzykanctwa i szarżowania. Nie widzę nic cennego w postawie:

– Nie ma się co przejmować, jakoś tam będzie…

Jestem wielkim fanem małych wyborów i eksperymentów. Jeżeli chcesz zrobić w życiu coś wielkiego, nie zaczynaj od skoku w przepaść (to może być twój ostatni skok, szkoda cię). Zrób coś małego, coś, co nie wiąże się z zainwestowaniem wszystkich oszczędności, czy zastawieniem ostatniej koszuli. Powoli. Mały, bezpieczny krok na początek. Następny krok będzie większy.

Jestem zwolennikiem eksperymentowania i asekurowania się podczas działania.  Ale to coś zupełnie innego być eksperymentatorem, który widząc swój cel, stara się ograniczyć ryzyko dotarcia do niego, a kimś, dla kogo jedynym celem jest uniknięcie ryzyka.

To taka sama różnica, jak między alpinistą (który wbija haki w ścianę, jest przewiązany linią i ubezpieczany przez partnera) a gościem, który zaciąga zasłony, nie wychodzi na miasto, a jak wychodzi to zakłada maseczkę, by nie zarazić się jakimś nieznanym wirusem.

Asekuruj się (jak alpinista), ale nie bądź asekurantem.

Asekuracja dotyczy bliskich kroków. Asekuruję się na wypadek gdybym odpadł z tej ściany – nie roztrzaskam się, ale zawisnę na linie, której koniec trzyma mój partner. Gdy to się zdarzy, zacznę wspinaczkę od nowa.

Asekuruję się, gdy wprowadzam na rynek jakiś produkt czy usługę. Zamiast zwolnić się z pracy i zainwestować wszystkie siły, pieniądze i czas, zaczynam od małej próby, której celem jest sprawdzić czy mój pomysł spodoba się ludziom (tak jak mnie się podoba). Jeżeli się nie uda, przemyślę, czego się nauczyłem, zmienię coś i jeszcze raz spróbuję.

Alpinista nie kieruje się bezpieczeństwem podczas wyboru celu:

– Nie, Mount Everest, to trochę za duże niebezpieczeństwo, może jednak zdobędę Gubałówkę…

Każdy (lub zdecydowana większość z nas) ma w którymś momencie życia wielkie, wspaniałe cele.  Nawet, jeżeli nie jest to Mount Everest to przynajmniej Mount Blanc lub Rysy.

Ale potem dzieje się coś dziwnego. Coraz bardziej się asekurujemy i asekurujemy, aż w końcu asekuracja staje się naszym głównym celem.

Zamiast wdrapywać się na Mount Everest, jedziemy kolejką na Górę Parkową.

– Góra Parkowa – mówimy sobie – to jest dopiero coś, wspaniałe pierogi, można poszaleć na zjeżdżalni z filcowymi workami, można się poopalać… To jest życie!

Gdy łapiesz się na tym, że twoje wybory obracają się wokół Gubałówek i Gór Parkowych, pora się zatrzymać i zadać sobie proste pytanie:

– Po co to robię?

Żeby się nie narazić? Żeby inni byli ze mnie zadowoleni? Żeby mnie rodzina nie wyśmiała? Żeby znajomi nie pokpiwali? Żebym nie był gorszy od sąsiadów?  Żeby nie wyjść na jakiegoś freaka / zajoba / meszuge / wypłosza? Żeby nie odnieść śmierci pod nogami śpieszącego gdzieś, gardzącego wszystkim, co nie w tą samą stronę, tłumu?

Zatrzymaj się.

– To aż takie straszne? Nie zniósłbyś tego?

A poza tym, czy twoje obawy są realne? Naprawdę wszyscy by cię wyśmiali?

Nikt nie mówi, że masz od razu rzucić się w przepaść. Są liny, karabińczyki i uprzęże. Asekuruj się podczas wspinaczki, ale nie podczas określania kierunku swojego życia.

Ale czasem asekurację trafia szlag

Bądźmy jednak szczerzy. Życie alpinisty nie jest bezpieczne. Zdarza się, że załamuje się pogoda, liny się plączą a partner znika. Stoisz na skalnej półce i nie masz żadnego bezpiecznego wyboru. Przez chwilę nie możesz poradzić sobie z myślą:

– Po cholerę tu wlazłem?! Mogłem siedzieć na tej pieprzonej Górze Parkowej i jeść te cholerne pierogi ruskie, ale nie, ja musiałem tu się pchać, ale byłem głupi…

Wiesz dobrze, że za późno na takie pretensje.

Musisz wybrać: atakować szczyt bez asekuracji (skrajnie niebezpieczne) czy odpuścić sobie i zacząć schodzić w dół (nieco bezpieczniejsze)?

Tak, bywają takie momenty, i tutaj zwolennicy Góry Parkowej tryumfują.

Co wtedy zrobić? Chwilę przerwy.

Poczucie winy, rozczarowanie, zmęczenie, świadomość błędnych decyzji podjętych w przeszłości – to wszystko i jeszcze kilka innych rzeczy, sprawia, że w takich chwilach zbyt łatwo podejmujemy decyzję o wycofaniu się.

Być może to mądra decyzja. Może warto się wycofać, zregenerować zasoby i podjąć nową próbę za jakiś czas.

A może jednak nie? Może, gdy teraz się wycofasz, cała reszta twojego życia będzie drogą w dół? Może, gdy teraz się wycofasz, przerażony wizją braku jakiejkolwiek asekuracji, nigdy nie będziesz mieć drugiej szansy ataku na szczyt?

Trudna decyzja i dlatego potrzebna jest chwila przerwy.

Dla mnie, ta chwila przerwy właśnie minęła.

Pora wrócić do rytmu. Teksty znowu będę się pojawiać co tydzień (choć niekoniecznie w środę, częściej będzie to czwartek).

A oprócz tego, zapraszam na…

szkolenie!

Przez najbliższy czas będę monotematyczny, przepraszam. Ale zajrzyj przynajmniej na stronę szkolenia: Szkolenie Możesz Znacznie Więcej. Jest tam moje nowe nagranie, mam nadzieję, że Ci się spodoba.

10 komentarzy

  1. Wiele ciekawych spostrzeżeń, które dobrze jest zapamiętać. Pozdrawiam 🙂

  2. A czy planujesz podobne szkolenie w Krakowie? 🙂

    • Jagodo – nie, na razie nie planuję. Jestem skupiony na szkoleniu w Warszawie i jestem ciekaw jak ono wyjdzie. Jakiekolwiek dalsze plany byłyby w tym momencie oparte na moich fantazjach i domysłach. Może okazać się, że zrobię jakieś szkolenie w Krakowie, ale może się też okazać, że nie zrobię. Na pewno odbędzie się szkolenie w Warszawie (czego też nie byłem do niedawna pewny, ale hurra, zebrał się całkiem spora grupa uczestników).

      • Cieszę się, że są chętni na szkolenie w W-wie. Trzymam kciuki, żebyś był z niego zadowolony. Może znajdą się chętni na follow-up. 🙂

  3. Zatrzymałam się. Już na półce skalnej 🙂 Wszyscy dookoła krzyczeli „idź dalej, na co czekasz, tyle energii już włożyłaś” albo „daj sobie spokój, po co się szarpać”. Nikt nie zrozumiał. Ale ja jestem zadowolona. To była dobra przerwa. Potrzebna.
    Ruszyłam znowu w górę. Widoki są przecudne.

  4. Co jeśli czuję że potrzebuje przerwy od życia codziennego? Co jeśli denerwuje mnie szwagierka odwiedzająca nas codziennie i wp**********a się w każdy aspekt życia mojego i mojej dziewczyny? Co jeśli straciłem pracę mieszkając za granicą polski i każda myśl o kolejnej rozmowie kwalifikacyjnej mnie przeraża a każda kolejna odbyta, zakończona niepowodzeniem (rozmowa) mnie dobija psychicznie? Co jeśli byłem idiota i rzuciłem szkole średnią, żeby pokazać wszystkim ze „mogę”? Co jeśli każda kolejna porażka nawet już nie tyle odbiera mi pewność siebie, co uzmysławia mnie o mojej beznadziejności? Ci jeśli mówię sobie „ogarnij sie, sam sobie niszczysz głowę. Dobrze wiesz, że masz swoje zalety” po czym uświadamiam sobie że nie, wcale ich nie mam?

    W chwili pisania tego tekstu (głównie przez fragmenty które się tu nie pojawiły) poplynely mi łzy. Mam 23 lata i niestety jeszcze nigdy w życiu nie poczułem że moje istnienie ma sens. Szczerze? Chciałbym to poczuć. Chociaz przez chwilę. Byłoby fajnie. Chyba. Tragizuje wiem, ale w sumie zapisuje swoje myśli. Ktoś śpi wtulony we mnie w tym momencie. Moja dziewczyna, mój cały świat. Dla niej chciałbym uwierzyć w siebie, tylko jak to zrobić? Nie mam pomysłu, wszystko jest za trudne i zbyt przerażające. Nie ważne. Dziękuję za chwilę poświęcona na czytanie mojego zrzeszenia. Życzę wszystkim szczęścia i wszystkiego co szczęście przynieść moze oraz powodzenia w dążeniu do wszelakich celow. Dobranoc.

    Artur 🙂

Zostaw komentarz