Dla mnie to wciąż duże zaskoczenie: gdy człowiek jest najbardziej zdołowany i zajęty walką ze światem i sobą samym, inni zamiast mu współczuć czują się lekceważeni.

Nie ukrywam: jestem człowiekiem, którego od czasu do czasu chwyta za nogę wielka kałamarnica i wciąga w swoje czarne, kotłujące królestwo. Tak, mnie też. Jedna ważna rzecz, jakiej nauczyłem się jakiś czas temu brzmi: nie istnieją trwałe, pewne rozwiązania, przynajmniej, jeżeli chodzi o psychikę. Nie można zrozumieć / doznać olśnienia / przepracować i mieć spokój do końca życia. Wiem, są tacy, którzy twierdzą, że osiągnęli trwałe szczęście, stabilność i skuteczność. Czy ja wiem? Jak widzę kolegę, który wszystko w swoim życiu już przepracował, poznał każdą technikę zarządzania sobą a np. po raz czwarty się właśnie rozwiódł, to jakoś mi to nie pasuje. Ale być może… być może da się osiągnąć trwałe oświecenie. Mnie bliżej jest zasady „raz uczyniwszy wybór, ciągle wybierać muszę”.

 

Ciągle muszę być uważny i świadomy, nigdy nie będę mógł przestawić życia na autopilota i mieć wszystko daleko z tyłu. Nigdy nie będę żył w świecie, w którym jest tylko blask, tylko szczęście i tylko zadowolenie. Nigdy nie będę żył w świecie, w którym nie ma głupoty, próżności, pomyłek i wielkiej, czarnej kałamarnicy. Ścieżka mojego życia zawsze będzie przebiegała tuż obok przepaści, tuż obok głupoty, skupienia na sobie, nieczułości, braku wrażliwości… To, co mnie dzieli od tej przepaści to delikatna jak oddech linia mojej uwagi.

Uważności się nie ma. Nie można jej przygotować i zainstalować. Nie da jej się wstawić w siebie jak jakiegoś modułu, który nieodmiennie robi swoje (jak się popsuje proszę o dostawę nowej). Uważność zawsze jest efektem wyboru i decyzji dokonywanych teraz. To znaczy, że zawsze łatwo ją pominąć.

Nie wystarczy mieć najbardziej właściwej wiedzy, znać najbardziej właściwe techniki czy mieć najbardziej właściwe przekonania. Czasem to wszystko mamy, ale jakoś nasza „właściwość” nie ułatwia nam życia. „Właściwość” czy poprawność jest pułapką. Myślisz, że któregoś dnia, dzięki tym wszystkim mądrym, sprawdzonym naukowo i życiowo rzeczom uda ci się stworzyć z siebie człowieka, który będzie żył tylko w świetle? Wiesz co, marzysz zdaje się o tym by zmienić się w golema. Pięknem i brzydotą człowieka jest to, że jesteśmy nieprzewidywalni. To, że naszą ścieżką jest to delikatne pasmo uwagi.

Moja córka męczy mnie pytaniem: – Tato a po co Bóg stworzył do drzewo, z którego nie było wolno jeść, przecież gdyby go nie było, ciągle byśmy byli nieśmiertelni. Odpowiedź na to pytanie zostawiłem przyjacielowi, który jest zawodowcem w tych sprawach, ale tak między nami mówiąc, coś mi się wydaje, że bez tego drzewa nie byłoby człowieka. Bez tego drzewa cały raj byłby pusty, jałowy i nie miałby absolutnie żadnego sensu. Idiotoodporny raj to zdecydowanie nie byłoby to samo. Raj był piękny, ale jego piękno nie polegało na tym, że Adam i Ewa mogli biegać tam na golasa, ale na tym, że na samym jego środku stało właśnie to drzewo. Podobnie jest z naszym życiem. Co byłoby ono warte, gdyby było idiotodoporne. Gdyby można było zaprogramować się na zawsze „skuteczne, zdrowe i właściwe” działanie? Ale zostawmy teologię.

Napisałem, że to wciąż zaskoczenie, gdy widzę, jaką krzywdę sprawia ludziom zajmowanie się swoimi sprawami. Pamiętam, po jakieś imprezie, usłyszałem od kogoś, że zadzieram nosa.

– Ja zadzieram nosa?

– Tak, stałeś z boku.

– Przecież stałem w kącie i trzymałem się na uboczu, bo byłem nieśmiały!

– Tak, ale oni odebrali to, jako dystansowanie się i brak chęci zadawania się z nimi. Poczuli się lekceważeni.

Gdy jesteś skupiony na sobie i swoich problemach, choćbyś nie wiem jak sobie to tłumaczył (np. jestem nieśmiały, mam depresję, nie nadaję się, nie mam nic ciekawego do powiedzenia, brakuje mi czasu, brakuje mi pieniędzy…) oni poczują się zlekceważeni.

Nie ważne, jak wiele masz na swoje wytłumaczenie. Tak po prostu jest. Chcesz by czuli się lekceważeni przez ciebie? Jeżeli nie, musisz odwiesić na chwilę swoje problemy i wyjść do nich. Czasem to znaczy dać wsparcie komuś, gdy sam właśnie czujesz, że jak nigdy potrzebujesz wsparcia. Czasem jedyne, co masz siłę zrobić to powiedzieć nic nie znaczące: jestem tutaj, jestem z tobą.

Zawsze jest łatwo dać się wciągnąć w świat wielkiej kałamarnicy. Nie ma łatwiejszej rzeczy niż zapomnieć o akceptacji, otwartości czy skupieniu uwagi na świecie.

To przerażające, że świat wielkiej kałamarnicy jest zawsze tuż obok. Że bariera pomiędzy nim a mną jest taka cienka. Ale popatrz na to z drugiej strony. To przerażające także dla niej! Drobny wybór, drobne przeniesienie uwagi, a już jej nie ma! Wystarczy, że pomyślisz: A co się dzieje z ludźmi, jak oni się czują, czy nie czują się odrzuceni? Czy nie czują się lekceważeni? Gdy tak myślisz, kałamarnica jest coraz bardziej niespokojna.

Gdy już zrobisz krok w stronę ludzi – odpowiesz na zaległe maile, załatwisz zaległe sprawy, wyciągniesz rękę, tam gdzie powinieneś był ją wyciągnąć – dzieje się dziwna rzecz. Nagle odzyskujesz także siebie. Np. dostrzegasz, że żyłeś do tej pory w poczuciu winy względem innych, że tak naprawdę to całe „zajmowanie się sobą samym” służyło temu by ich nie zawieść.

Gdy już zrobisz ten pierwszy krok, gdy czarna kałamarnica zachwieje się i wpadnie w przepaść (bo twoje życie jest jej przepaścią) okazuje się, że wcale nie musisz być altruistą. Owszem, możesz dać temu i tamtemu wsparcie. Możesz wysłuchać, podać rękę, pocieszyć. Ale możesz także z łatwością powiedzieć: nie pomogę ci, oczekujesz ode mnie zbyt dużo, nie oczekuj ode mnie czegoś, czego nie mogę ci dać. Wypadasz z przepaści ze świadomością swojej niedoskonałości. To ulga, że nie musisz przed nikim udawać.

Dogen, mistrz zen twierdził: żyć w harmonii z pełnią rzeczy znaczy przestać obawiać się niedoskonałości. Nie wierz komuś, kto mówi, że pełnia, szczęście czy harmonia jest jak obrazek nieba dla mało rozgarniętych dzieci: różowo- błękitne obłoczki, aniołowie w bielutkich szatach, łąki pełne różnokolorowych kwiatów i wiecznie sącząca się, delikatna muzyka.

Życie jest niedoskonałe, życie jest pulsowaniem, życie jest wpadaniem raz za razem w przepaść, życie jest ciągłym podejmowaniem tych samych decyzji. Życie zawsze może się popsuć. W życiu ciągle możesz zapomnieć o najważniejszych rzeczach. I to jest właśnie harmonia i pełnia. I to jest pokój. Buddą nie zostaje się przez liczenie oddechów ani techniki relaksacji. Buddą się jest od zawsze. Budzimy się obejmując swoją niedoskonałość a nie walcząc o to by się jej pozbyć. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że nic tak nie jest pomocne na tej drodze jak wielka kałamarnica. Gdy spada w przepaść naszego życia, nagle zmienia się w kwiat (może nie od razu lotosu, ale stokrotka też jest przecież piękna).