Uświadomiłem sobie, że niewiele pamiętam z tego, co się działo w tym roku. Zleciał tak szybko, że nawet nie bardzo potrafię powiedzieć na co.

Poza tym – pomyślałem sobie – lepiej patrzeć w przyszłość i to, co przed nami niż oglądać się do tyłu. Przyszły rok na pewno będzie lepszy, po więc tracić czas na przyglądanie się temu co było?

Okazuje się, że jednak warto.

Omar El Sawy z Uniwersytetu Południowej Kalifornie przeprowadził proste badania. Poprosił grupę menedżerów wyższego szczebla o spisanie dwóch rzeczy: tego, co może im wydarzyć się w przyszłości,  oraz tego, co wydarzyło się w ich przeszłości.

Część z nich poprosił by najpierw zajęli się tym, co przed nimi a potem tym, co było. Część poprosił o pracę w odwrotnej kolejności.

Następnie porównał horyzonty czasowe w obydwu grupach. Jeżeli chodzi o przeszłość, wszyscy uczestnicy badań, niezależni od tego czy zaczynali od przeszłości czy przyszłości, sięgali tak samo daleko (maksymalnie 20 lat  do tyłu).

Jednak w odniesieniu do przyszłości pojawiły się zaskakujące różnice. Grupa, która zaczynała od przeszłości, sięgała znacznie dalej (średnio 3 lata, maksymalnie 9 lat) niż grupa która zaczynała od przeszłości (średnio 2 lata, maksymalnie 5 lat). El Sawy nazwał to Efektem Janusa (rzymskiego bóstwa przedstawianego z dwoma twarzami – jedną skierowaną w przeszłość, drugą w przyszłość, Janus był bogiem zarówno początków jak i końców, jego święto obchodzono pierwszego stycznia, a sam styczeń nazwano ego Ianuarius właśnie na jego – Ianusa – cześć) .

Skąd taki efekt? El Sawy twierdzi, że nadajemy światu sens na drodze refleksji.  Bez nadania sensu temu, co nam się przydarzyło, nie mamy pojęć za pomocą których moglibyśmy przewidywać co będzie. Bez refleksji nie ma planowania. Jesteśmy trochę jak posiadający dwa oblicza Janus – żeby patrzeć przed siebie, musimy patrzeć także za siebie.  

Każdemu z nas zależy by przyszły rok był lepszy, każdy z nas chciałby tak pokierować sobą, by być bardziej zadowolonym w następnego Sylwestra (albo przynajmniej tak samo jak teraz). By to osiągnąć potrzebujemy jakiejś wizji czy pomysłu. Jeżeli brakuje nam wizji co chcemy osiągnąć, w jaki sposób chcemy żyć, na co chcemy położyć nacisk, w co chcemy się zaangażować, początek roku może być mało optymistyczny. Możesz czuć się, jak ktoś, kto nagle znalazł się we mgle.

Ale skąd wziąć wizję?

Niektórzy są na tyle młodzi, że próbują zaczarować rzeczywistość – wymyślają sobie jakieś cele, nie rozwodząc się nad tym, czy mają jakąś szanse powodzenia. Zazwyczaj są to te same cele, jakie mieli rok temu, o takiej samej, niewielkiej szansie na powodzenie.

Inni, już tyle razy się zawiedli, że wolą się nie łudzić.

– Jakie cele, tyle razy próbowałem i się nie dało!

Nie ważne do której należysz grupy, rzeczą która ułatwi ci rozpoczęcie nowego roku jest refleksja nad twoją przeszłością. Koniec roku (i początek nowego) to dobra okazja by do niej sięgnąć. Nie tylko do tej ubiegłorocznej. Warto sięgnąć znacznie dalej.

Spróbuj przypomnieć sobie wszystkie istotne wydarzenia z twojego życia. Te wszystkie mniejsze i większe punkty zwrotne i sytuacje , które wpłynęły na twoje życie. Nie chodzi o jakieś obiektywne CV, ale o subiektywne odczucia.

Spisz zarówno te wydarzenia i sytuacje, z których jesteś zadowolony, jak i te, z których nie jesteś zadowolony. Spróbuj znaleźć przynajmniej siedem takich pozycji (im więcej tym lepiej). Spisz je i sprawdź czy są wśród nich takie, które oceniasz pozytywnie i takie, które oceniasz negatywnie (chodzi o to, byś nie spisywał tylko rzeczy pozytywnych lub tylko negatywnych).

Ja na przykład mógłbym wymienić:

  • Przeprowadzka do Przemyśla
  • Rozpoczęcie nauki w technikum
  • Podjęcie pracy w banku
  • Zwolnienie się z pracy w banku
  • Dostanie się na studia psychologiczne
  • Odrzucenie propozycji wyjazdu do USA na dwa lata
  • Powrót na studia i zakończenie ich
  • Założenie firmy i stanięcie na jej czele
  • Rezygnacja z planów restrukturyzacji firmy
  • Założenie rodziny
  • Wycofanie się ze stanowiska Dyrektora firmy
  • Wydanie książki
  • Próba reaktywacji firmy w starej formule

Mógłbym wymienić tych wydarzeń znacznie więcej, ale to przecież nie jest praca nade mną, tylko przykład.

Niektóre z tych pozycjo odbieram dziś jako coś bardzo pozytywnego –np. dostanie się na studia czy założenie firmy, inne jako coś negatywnego – np. rezygnacja z wyjazdu do Stanów czy wycofanie się ze stanowiska dyrektora firmy, jeszcze inne odbieram jako neutralne (choć znaczące i mające na mnie wpływ) – np. rozpoczęcie nauki w technikum elektronicznym.

Nie chodzi o sumowanie plusów i minusów, ale o zrozumienie tego co się działo.

Po pierwsze, patrząc na listę widać wzorzec działania. Np. autor powyższej listy ma dosyć charakterystyczny wzorzec:  idzie do przodu – cofa się, angażuje się w coś – odpuszcza. Świadomość takiego wzorca  pomaga, bo przed podjęciem następnej decyzji mogę zadać sobie pytanie:

W jakiej fazie życiowej jestem teraz?

– Czy chcę poddać się temu rytmowi?

–Który ze swoich sposobów reagowania chcę teraz wykorzystać.

Po drugie taka lista pozwoli ci zrozumieć jak wiele razy dawałeś sobie radę i jak wiele masz w sobie mocnych stron. Spisz przy każdym wydarzeniu i decyzji, z którego jesteś zadowolony, co takiego pozytywnego mówi ono o tobie. Co np. mówi o tobie, to, że udało ci się zwolnić z nielubianej pracy w banku?  Jesteś odważny? Umiesz dokonywać zmian?

Jakie mocne strony pokazują te wszystkie podjęte przez ciebie dobre decyzje? Jakie mocne strony ujawniły się w tych kolejnych sytuacjach? Nawet, jeżeli te mocne strony ujawniły się wiek temu, nawet jeżeli były poprzekładane jak tort biszkoptowo – czekoladowy negatywami, ciągle je w sobie masz.

Co mógłbyś zrobić w przyszłym roku, używając tych właśnie mocnych stron? W jaki sposób mógłbyś ich użyć?

Gdy brakuje nam refleksji nad przeszłością, często zapominamy o naszych mocnych stronach, o skarbach, które przykurzone czekają na to, żebyś ich ponownie użył.

Myślenie o tym, co mocnego i cennego w swoim życiu pokazałeś, jest bardzo istotne. Jeżeli ci tego brakuje, nie dziw się, że czasem za bardzo ci doskwiera brak poczucia wartości. Nie chodzi o to, by kadzić sobie, wmawiać sobie, jakim to wielkim jestem człowiekiem. Chodzi o to by nauczyć się otwarcie patrzeć na swoją historię i umieć z niej wyłowić, to co dobre, mocne i silne.

– Ale mam jeszcze wiele negatywnych stron…

Owszem. Nie pomijaj ich. Podobnie jak przyglądałeś się pozytywnym, przyjrzyj się także negatywnym stronom.

O czym świadczą twoje porażki? Czego ci brakło? Z czym sobie nie poradziłeś? Czego nie umiesz?

Czasem ludzie mówią:

– Mam niskie poczucie własnej wartości, muszę z tym coś zrobić!

Gdy dopytać o co im chodzi, okazuje się często, że chcą zmienić ciągłe negatywne myśli na swój temat, na ciągłe pozytywne myśli na swój temat.

Czytaj teraz uważnie: gdy masz niskie zdanie na swój temat, po części masz rację a po części nie. Nigdy nie jest tak źle jak myślisz, nigdy nie będzie tak dobrze jak byś chciał.

Zdrowe poczucie własnej wartości to nie jest pewność, że jestem – jak to kiedyś szczerze przyznał pewien polityk – samym dobrem. Takie przekonanie nie jest lepsze od przekonania, że jestem całkiem do niczego. Taka sama nerwica.

Ze zdrowym podejściem do siebie mamy do czynienia wtedy, gdy dostrzegamy zarówno swoje mocne jak i słabe strony.

Gdy masz niskie poczucie własnej wartości i uważasz się za nieudacznika, po części masz rację. Z jakichś powodów jesteś w takiej sytuacji w jakiej jesteś. Nie zrzędź, nie zadręczaj biednych psychologów (żart) ale przyjrzyj się temu, z czego  nie jesteś zadowolony i zastanów się jak to zmienić.

Po części nie masz racji, bo masz w sobie wiele cennych rzeczy. Nie przekreślaj tego tym, że nie jesteś w stu procentach doskonały. Doceń to, co w sobie masz, choćby w twoim odczuciu, było tego zbyt mało.

Przyjrzyj się twojej liście wydarzeń z boku.

Czy historia twojego życia obraca się wokół jakichś obszarów? Czy pewne tematy powracają? Gdyby to była lista stworzona przez inną osobę, co byś jej doradził na przyszły rok? Jakie wyzwanie tak osoba powinna postawić przed sobą, by wykorzystać swój potencjał?

Zachęcam cię do tego ćwiczenia. Zmiana cyferki na końcu daty nie jest, obiektywnie patrząc czymś niezwykle ważnym, ale subiektywnie jest to doskonała okazja by przez Janusowe drzwi przejść do czegoś nowego.

Przy okazji: wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Odwagi do angażowania się, odwagi do próbowania próbowania nowych rzeczy i odwagi dostrzegania zarówno swoich mocnych jak i słabych stron.