Wzbudzanie uczuć

Opisywałem poprzednio moje nieskuteczne próby wzbudzania w sobie uczucia przyzwolenia. Próbowałem w ten sposób zastosować się do zaleceń popularnej psychologii.

Zgodnie z nimi odpowiednie ustawienie swoich emocji gwarantuje osiągniecie sukcesu. Zalecenie jest proste: poczuj odpowiednie uczucie, a reszta sama przyjdzie. Co rusz można spotkać wskazówki:

  • poczuj pewność siebie,
  • poczuj miłość,
  • poczuj przyzwolenie,
  • poczuj akceptację,
  • przestań rozczulać się nad sobą

To trochę przypomina mi lekcje religii. Wzbudź w sobie żal za grzechy, obrzydzenie do złego i pragnienie poprawy. Z okazji świąt wzbudź w sobie radość. Sory, albo żałuję, albo nie. Zawsze mnie wkurzało udawanie. Bóg jest dla mnie Kimś zbyt ważnym by mu serwować przekrzywioną na bok główkę i piąstkę klepiącą okolice biustu.

Emocje się przydarzają

To, że znasz jakiś stan psychiczny, nie znaczy, że możesz go celowo, wysiłkiem woli wywołać.

Weźmy kwestię zapominania. Każdy doskonale wie, na czym polega. Co rusz zapominamy o rzeczach mniej lub bardziej ważnych. Spróbuj jednak zapomnieć o czymś celowo, np. o jakimś przykrym wydarzeniu. Im bardziej się starasz, tym lepiej pamiętasz. Nie można zmusić się do zapomnienia. Zapominanie jest czymś banalnym, póki nam się przydarza. Staje się jednak czymś niemożliwym do osiągnięcia, gdy chcemy je celowo wywołać.

Czy można się czymś zaskoczyć? Czasem sami siebie zaskakujemy, ale czy można to osiągnąć, gdy akurat mamy taki zamysł? Powiedzieć sobie: jutro są moje urodziny, w związku, z czym zrobię sobie jakąś niespodziankę! Nie możesz celowo sam siebie zaskoczyć.

Podobnie jest z wiarą. Niektórzy usiłują wysiłkiem woli w coś uwierzyć. W efekcie im bardziej się starają, tym więcej mają wątpliwości. Wierzysz, gdy doświadczasz – widzisz dowody, słyszysz o faktach czy przeżywasz silne doznania – a nie wtedy, gdy sobie tak postanowisz.

Tak samo jest z poczuciem przyzwolenia. Próbując w sposób wolicjonalny wywołać tego rodzaju proces, wpadasz w koszmarny węzeł, z którego nie da się wyjść bez pomocy tasaka. Im bardziej się starasz w tym większą wpadasz pułapkę. Ponieważ zależy mi na tym, nie może mi na tym zależeć. Panie Janeczku, czy ja mam grać czy nie? Bo bardziej nie grać po to by bardziej grać, to jakieś trudne jest.

Efektem takich prób manipulowania emocjami, jest stres, napięcie i coraz mniejszy kontakt z rzeczywistością.

Istotą emocji jest swobodny przepływ. Są jak rzeka, która płynie obok naszego domu. Masz wpływ na to jak ta rzeka płynie. Możesz sprawić, że woda popłynie w zupełnie inną stronę. Ale nie osiągniesz tego nigdy stojąc i mówiąc do rzeki. Jeżeli zależy ci na zmianie, zamiast gadania do wody, musisz zakasać rękawy, wziąć do ręki łopatę i wykopać nowe koryto. Musisz zacząć działać, czując to co czujesz, licząc, że nowe emocje ci się przydarzą.

Pomieszanie czynników

W psychologii eksperymentalnej, aby przeprowadzić jakiekolwiek badanie trzeba dokładnie określić charakter zmiennych. To, że jakieś czynniki wiążą się ze sobą niewiele znaczy. Trzeba wiedzieć, w jaki sposób się wiążą.

To, że osoby, które osiągają sukcesy czują określonego rodzaju emocje (np. poczucie pewności czy rozluźnienia) wcale nie oznacza, że emocje są przyczyną ich osiągnięć. Emocje mogą być wynikiem sukcesów (czuję pewność siebie, bo mi się coś udało), mogą być też tzw. zmienną pośredniczącą (czymś co pośrednio pomaga osiągnąć sukces), mogą być także czymś równoległym – dodatkowym efektem innej zmiennej.

Gdyby wziąć pod uwagę tylko dwa czynniki, takie jak np. zasób wiedzy i noszenie okularów w wieku powyżej 50 lat, można by było dojść do wniosku, że okulary podnoszą zasób wiedzy. Tyle, że to nie noszenie okularów wywołuje wzrost wiedzy, a ilość przeczytanych tekstów. Czytanie wywołuje zarówno przyrost wiedzy, jak i pogorszenie wzroku. Jednak tak długo, póki badasz tylko dwie rzeczy: wiedzę i wzrok, możesz dojść do absurdalnych wniosków i zalecać ludziom, którzy chcą mieć sprawny umysł noszenie okularów.

Na nasze życie składa się znacznie więcej zmiennych. Weźmy tylko trzy z nich:

  • skuteczność działania (sukces i brak sukcesu)
  • emocje
  • strategie behawioralne (działanie) i strategie poznawcze (uwaga)

Emocje nie są przyczyną sukcesu. Emocje są dodatkowym wynikiem zastosowania odpowiednich strategii działania i kierowania uwagą.

Ten ostatni czynnik: nasze działanie oraz sposób kierowania uwagą, w odróżnieniu od emocji podlega naszym wpływom.

Problemy z manipulacją

Są tacy, którzy mówią, że emocje absolutnie nie podlegają manipulacji wolicjonalnej. Szczerze mówiąc nie jestem aż takim ortodoksem. Jakiś wpływ na nie mamy. Każdy się jednak zgodzi, że to bardzo trudne.

W praktyce emocje bardzo trudno wywołać. Wiemy o tym od dziecka. Pewnie zdarzyło ci się usłyszeć od dorosłych polecenia typu:

  • Uspokój się
  • Nie bój się
  • Przestań płakać
  • Dlaczego się nie cieszysz?
  • Dlaczego nie możesz tego po prostu polubić?

Czy łatwo było spełnić to polecenie? Jeżeli nie, witamy w klubie. Praktycznie nikomu nie udaje się ta sztuczka.

Ci, którzy twierdzą, że doskonale sobie z tym radzą, po prostu odcięli się od swoich emocji. Łatwo to rozpoznać z boku.

Jakieś dwa dni temu wracałem zmęczony do domu. Gdy minąłem jakiegoś bogu ducha winnego sąsiada, zauważyłem, że myślę o nim w stylu „dlaczego ten gość tak się rozpycha”.

– Oho – pomyślałem – czyżbym czuł złość? No nie, musze się uspokoić.

Szybko się uspokoiłem i z uśmiechem na twarzy wszedłem do domu.

Trzy minuty później z jakiegoś byle powodu zrobiłem awanturę. Nagle ni stąd ni zowąd zacząłem się drzeć.

Świetnie się uspokoiłem. Bardzo skutecznie!

Osoby, które twierdzą, że manipulowanie emocjami banalnie łatwo im przychodzi, że całkowicie panują nad swoimi uczuciami, dziwnie nie kontrolują swojego życia.

Nie chcę się bawić w plotkarstwo i pisać o życiu prywatnym autorów, twierdzących, że znają tajemnice pełnego panowania nad emocjami. Byłoby o czym opowiadać: serie rozwodów, alkoholizm, narkomania, zamieszanie w morderstwo, samobójstwo… Ale to wszystko im nie przeszkadza by wprowadzać psychologiczny terroryzm i dyrygować naszym emocjom, mówiąc:

  • Zaakceptuj siebie
  • Pokochaj siebie
  • Pokochaj innych ludzi
  • Otwórz się na świat
  • Odpręż się
  • Otwórz się na obfitość
  • (i tysiące innych haseł)

Czytamy, próbujemy i po tygodniu, albo miesiącu nic nam z tego nie zostaje. No tak, nie dość się starałem, to moja wina. Może przeczytam jeszcze jedną książkę i spróbuję jeszcze raz.

I tak bez końca.

Czy to my jesteśmy winni? Czy to z nami jest coś nie tak?

A może to po prostu głupota psychoterrorystów, którym wydaje się, że emocje można na siebie włożyć jak kapelusz?

Jesteśmy tak zniszczeni przez ich propagandę, że próby manipulowania emocji traktujemy jak nasz święty obowiązek.

Dobrze przeżyć dzień, to zamanipulować sobą rano tak by poczuć entuzjazm, podczas lanczu by poczuć ożywienie, podczas obiadu, by poczuć pewność siebie, a wieczorem by poczuć wyciszenie. Podczas snu, też trzeba się kontrolować.

Naprawdę ci to odpowiada? Przez całe życie chcesz sobie mówić, co masz czuć? Chcesz planować swoje emocje, zmuszać się do tego by czuć się tak, jak ci powiedzą? Chcesz programować swoje przeżycia? Ustawiać emocje?

Zamiast wzbudzania uczuć

Mądry rodzic, gdy dziecko wywróci się i płacze nie zmusza go do manipulacji emocjami, nie mówi:

„nie płacz” czy „poczuj radość”

Mądry rodzic odwraca jego uwagę od tego, co wywołało płacz i proponuje mu jakieś działanie. Mówi np.:

Popatrz, jaki wspaniały motyl siedzi na tym kwiatku. Chodź pobiegniemy do niego.

I jak ręką odjął emocje się zmieniają. Same.

Emocje zawsze są skutkiem przyjęcia pewnych strategii działania i sposobu kierowania uwagą. Nie traktuj ich jak przyczyny, bo pozbawisz się jakiejkolwiek możliwości skutecznego działania.

O ile zależy ci na zdrowiu psychicznym, nie mów sobie, co masz czuć. Nie mów sobie: muszę się czuć szczęśliwy, zadowolony, spokojny czy nie przywiązany do efektów starań…

Ta orkiestra cię nie posłucha

To bardzo ważne by nie usiłować dyrygować swoimi emocjami.

Zdjęcie, na którym gość we fraku dyryguje falom zostało zrobione dokładnie 23 lata temu. 23 sierpnia 1967. To happening Tadeusza Kantora, zatytułowany „Panoramiczny koncert morski”.

Gdy próbujesz mówić sobie, co masz czuć, jesteś jak człowiek, który stara się dyrygować morzu. Od czasu do czasu słuchaczom może się wydawać, że ocean jest mu posłuszny. Ale poczekaj na sztorm, a przekonasz się, że to tylko złudzenie.

Ocean jest zewnętrzną siłą. Nie masz na niego wpływu. Próby dyrygowania falami kończą się nieszczególnie.

Ludzie, którzy mówią sobie, że mają być szczęśliwi, nigdy nie są szczęśliwi. Ludzie, którzy mówią sobie, że muszą być spokojni, nigdy nie są spokojni. Ludzie, którzy rozkazują sobie zadowolenie, nigdy nie są zadowoleni.

Nie steruj emocjami, bo nie tylko nie masz na nie wpływu, ale wpadasz w błędną pętlę i wzbudzasz w sobie chaos.

Zamiast zmieniać emocje, zmieniaj swój sposób patrzenia na świat. Emocje zawsze są skutkiem, efektem, który nie podlega twojej bezpośredniej kontroli.

Ucz się ich doświadczać bez prób manipulowania nimi. Ucz się na nie cierpliwie czekać.

Jeszcze jedno. To nie znaczy że masz być wobec swoich uczuć bezwolną ofiarą. Wiele osób stara się za wszelką cenę manipulować emocjami, bo wydaje im się, że gdy tego nie zrobią, stracą kontrolę nad swoim życiem. Gdy np. ktoś mnie denerwuje, od razu zmuszam się by go pokochać, bo boję się, że się na niego rzucę. Bez obawy. O ile nie jesteś w afekcie, nie stracisz kontroli nad sobą. Wręcz przeciwnie. Gdy będziesz świadomy tego, co czujesz, łatwiej ci będzie się kontrolować. Np. asertywnie powiedzieć tej osobie co ci się nie podoba. To jednak temat na inny tekst.

Zdjęcie Eustachy Kossakowski. Źródło: http://www.dsw.muzeum.koszalin.pl/tiki-browse_image.php?imageId=123

8 komentarzy

  1. Tak. Uczucia przychodza i – jezeli pozwolimy – odejda. Mozna zaakceptowac to, ze przyszly, i nie miec o to do nich pretensje. Ani do nich, ani do siebie samego, ani tez do innych osob, ze je wzbudzily.

    Mozna je wykorzystywac. Pozytywne emocje pomagaja. Negatywne emocje moga ostrzegac lub ukazywac wiele drobiazgow, ktore bez nich umknelyby naszej uwadze.
    Obserwujac emocje mozna sie wiele o sobie samym dowiedziec.

    Czy mozna nimi manipulowac? Moze mozna. Ale po co? Dlaczego mam manipulowac uczuciami? Efekt takich praktyk jest watpliwy i slusznie to, Zbyszku, podkreslasz.
    Ale niezaleznie od efektu warto sie zastanowic nad powodem, dla ktorego chce manipulowac uczuciami.
    Bo nie daje sobie z nimi rady! Bo sa w stanie wytracic mnie z rownowagi! Bo to one decyduja, jak sie zachowuje i co robie!

    Po co sa uczucia? A po co sa zyrafy? Sa i juz. Sa po to, by je czuc. A jak nie chce? To nie chce. Tyle tylko, ze one mnie nie sluchaja. Jezeli pada, to pada. Moge sie zloscic na deszcz, lecz to ani pomocne ani efektywne. Lepiej sie nie zloscic. Jak? Uswiadomic sobie, ze to nic nie pomoze i jest zupelnie niepotrzebne.
    Ale zlosc – potrzebna czy tez nie – przychodzi sama i do tego nieproszona. Traktuje ja wtedy jak niezapowiedzianego goscia, ktory wpadl, bo uslyszal, ze urzadzam party. Problem polega na tym, ze sala nie ma drzwi, ktore moznaby bylo zamknac. Pozwalam mu zatem wejsc i zabawic sie, nie poswiecajac mu zbytniej uwagi. Mam tylu bardziej interesujacych gosci – zajmuje sie nimi.

    A jak przychodzi tylko zlosc a inni odpadli? To siadam i pogadam z nia – bez strachu, obaw i przejecia. Pytam, po co przyszla, kto ja posyla i czego oczekuje. I zauwazam, ze da sie z nia calkiem normalnie porozmawiac. Ze zdziwieniem stwierdzam, ze da sie z nia nawet dogadac.

    Moj sposob obchodzenia sie z emocjami: zauwazenie ich obecnosci i nieidentyfikowanie sie z nimi.
    Czuje zlosc. Uswiadamiam ja sobie i zastanawiam sie, co jest jej przyczyna. Zastanawiam sie, czy jest ona uzasadniona, czy tez nie. Zwykle juz po tym kroku zauwazam, ze maleje. Nawet te uzasadnione maleja. I nadal ja czuje – te duze i te male – az przestaje ja czuc. Nie wiem dlaczego odeszla i nie wiem dlaczego byla tak dlugo lub tak krotko. I wiem, ze kiedys znowu przyjdzie. Ale to nic zlego. Jezeli przyjdzie, to nie z mojej albo czyjejs innej winy. Przyjdzie bo musi, bo taka jej natura.
    Znowu nie wiem, kiedy sie powtornie pojawi oraz znowu nie wiem, jak dlugo tym razem pobedzie. Ale przeciez to zupelnie nieistotne. Jak bedzie, to bedzie. Wazne, by sie z nia nieidentyfikowac.
    Bo skoro nie mam wplywu na to, co w danym momencie czuje, to znaczy, ze nie jestem za to odpowiedzialny. Wiec wcale nie musze sie zloscic, ze jest, jak jest. To trudna prawda ale to prawda.

    Jeszcze trudniej jest, gdy sobie uswiadomie, ze z myslami jest podobnie.

  2. Waldku, dziękuję za te słowa. Pięknie to ująłeś i do tego bardziej zwięźle niż ja. W pełni się zgadzam ze wszystkim.

    Przypomniałeś mi ważne słowa: „identyfikownie się z emocjami”. Gdy nie potrafię przestać identyfikować z emocjami, ich tłumienie rzeczywiście może wydawać się jedynym rozwiązaniem.

    Tylko jak to wszystko ludziom wytłumaczyć? To wszystko jest takie proste, gdy się tego doświadczy i taki spomplikowane, gdy się o tym słyszy.

  3. Jak to wytłumaczyć? Dokładnie tak, jak to zrobiłeś. Wszyscy ci, dla ktorych pisałeś, zrozumieli. A zrozumieli dokładnie tyle, ile mieli i dokładnie tak, jak mieli. Również ja zrozumiałem tyle i tak jak powinienem był. I newet nie jest istotne, czy moje zrozumienie pokrywało się z Twoją intencją.

    Widać, że jesteś ambitny. Chciałbyś zatem swoją zadeklarowaną misję wypełnić najlepiej, jak tylko potrafisz.. To Ci się rzecz jasna chlubi.

    Ważne jest jednak przy tym, żeby nie umknęło Twojej uwadze, że już to robisz – przecież piszesz najlepiej, jak tylko potrafisz! Tak więc JESTEŚ U CELU. Gratuluję Ci! I robię to z radością. Bo gdy osiągnąłeś cel, to teraz już wszystko, co zrobisz, będzie w porządku. Możesz pobiec dalej – ot tak jeszcze jedną rundkę; możesz usiąść i odpocząć; możesz swoim dopingiem dodawać animuszu innym. Co tylko zechcesz. Swój bieg absolwowałeś. A to było Twoje zadanie domowe. I masz je odrobione. Teraz już jesteś wolny. I to właśnie było nagrodą – wolność. Ona czeka każdego na mecie. A piękne jest to, że każdy ją zdobywa niezależnie od zajętego miejsca i osiągniętego wyniku.

  4. od jakiegos czasu sledze wpisy na blogu Pani Joanny Boj , koleznaki po fachu …i dzis akurat przez przypadek trafilam na Pana artykuly . Czytajac ten przypomniala mi sie niedawno sytuacja z pracy , troche przykra , poczulam sie taka odsunieta , glupie slowo teraz zastosuje ,,Olana ”,nalozylo sie na to pare sytuacji … impreza na ktora zaprosilam znajomych z pracy (konkretnie z dzialu ) przyszla jedna osoba , reszta sie wykrecila , zrobilo mi sie przykro , czuje sie takze pomijana przez szefowa ..zbieralo mi sie tak w ciagu tego tygodnia na rozmowe , bylam wsciekla , poczulam sie tak nagle odrzucona od grupy , pominieta , walcze z tymi uczuciami od paru dni , zbieram sie na rozmowe do szefowej … i czy isc wylozyc wszystko jak to sie mowi ..kawe na lawe ”czy przemilczec to co mnie boli , poczekac , ale czekac juz dluzej nie chce …

  5. Aniu, bardzo cieszę się, że trafiłaś tutaj.
    Ja bym proponował nie walczyć, ale iść i powiedzieć o wszystkim. Taka rozmowa zawsze trochę kosztuje, ale co lepsze: męczyć się tygodniami czy wytrzymać przez chwilę. Ja bym wybrał rozmowę.

  6. Ciekawe jest to, że uczucia dla nas przyjemne przyjmujemy chętnie. Pozwalamy szczęściu „rozpływać się” w nas, akceptujemy je i pozwalamy mu odejść, wiemy, że na pewno jeszcze nie raz powróci i że chętnie je wtedy przywitamy. Jednak, kiedy przychodzi do nas smutek/gniew, cokolwiek, co odczuwamy jako nieprzyjemne, jakoś to uczucie blokujemy. Nie pozwalamy mu przekroczyć progu naszego umysłu, już na wstępie wrzucamy takie uczucie do „piwnicy”. I wydaje nam się, że to załatwia sprawę, że zapomnieliśmy o nim, że „skutecznie i sprytnie” uniknęliśmy nieprzyjemności. Cieszymy się z „sukcesu”. Po jakimś czasie jednak jesteśmy zmuszeni w jakimś celu odwiedzić naszą „piwnicę”, na przykład potrzebujemy słoika z ogórkami. Wchodzimy tam, łapiemy słoik i nagle czujemy ucisk w gardle. Wiemy, że nadchodzi „złe”, nieprzyjemne uczucie, nie wiemy jednak dlaczego przychodzi. Szukamy racjonalnej przyczyny tego co czujemy. Racjonalnej. Może to przez słoik, bo jest taki zakurzony, a może to wina żony, sama powinna zejść do piwnicy. Szukamy i próbujemy tłumaczyć to uczucie w sposób racjonalny…zapominamy, że obok logicznego umysłu mamy coś takiego jak emocje, że one rządzą się innymi prawami, że ich nie opanujemy, możemy je zaakceptować, zrozumieć, ale nie okiełznać.
    Dziękuję za te mądrości, które Pan tu wypisuje i które pomogły mi zrozumieć siebie :))

  7. A ja lubie myśleć o uczuciach racjonalnie. Bo chce wiedzieć dlaczego jest ono dla mnie przyjemne a dlaczego nieprzyjemne. Bo to co czujemy jest przecież często wynikiem naszego myślenia o danej sytuacji.
    Czytam właśnie książkę która jest rozmową anioła z chorą dziewczynką i tam anioł zapytał:
    „Co dzieje się w głowie kiedy myślisz?…
    – …kiedy myślę o czymś fajnym, to w pewnym sensie przyjemnie łaskocze. A smutne myśli może trochę pieką. Ale to nie w głowie łaskocze i piecze, tylko w duszy, a dusza to przecież nie to samo co głowa.”
    Spodobał mi się ten fragment:)

  8. Malwino, bardzo dziękuje i cieszę się, że to się przydało. Mnie również to, co tu wypisuję pomaga czasem zrozumieć siebie 🙂

    Buszująca. Napisałaś: „to co czujemy jest przecież często wynikiem naszego myślenia o danej sytuacji.” dodajmy jeszcze: „to co myślimy jest przecież często wynikiem naszych odczuć i emocji w danej sytuacji”.

Zostaw komentarz