Z nosem przy ziemi

Niedaleko miejsca gdzie mieszkam jest kawałek zarośli. Pewnie za jakiś czas ktoś to kupi i postawi tam jakieś bloki czy sklepy. Póki, co są niecywilizowane zarośla.

Spacer naprawdę potrafi człowieka zregenerować. Warto jednak trzymać się jednej zasady. Gdy idziesz na spacer umów się z sobą, że nie będziesz myśleć o pracy, zmartwieniach, kłopotach. Wyłącz telefon. Zostaw wszystko na później. Umów się ze sobą, że po możesz stracić bezproduktywnie te 15-20 minut. Skup się na tym, co wokół. Uważnie przyjrzyj się drzewom, trawie, liściom. Przez te 15 minut tylko to się liczy. To lepsze niż jakaś medytacja.

Ja spotkałem strasznie dużo ślimaków. Sunęły spokojne i zrelaksowane przez ścieżkę. Warto paru rzeczy się od nich nauczyć. Powoli, bez pośpiechu, w swoją stronę…

3 komentarze

  1. Hmm.MAM URAZ DO SŁOWA SPACER.NIE CIERPIAŁAM NIEDZIELNYCH SPACERÓW Z MAMĄ TATĄ I RESZTA RODZINY.W LATACH 60TYCH OBOWIĄZKOWE ZALICZENIE OBLEŚNEJ KNAJPY.PIWO DLA TATY,KREM DLA MAMY A DLA NAS LEMONIADA I MOŻE LODY.ODÓR PIWA I DYMU.BRR.WIĘC MOJE WYJŚCIA NIGDY NIE SĄ SPACEREM.WOLE WYPAD NA ŁONO NATURY,ALBO INNE REKREACYJNE ZAJĘCIA.nigdy spacer….ale to tylko moja trauma ;))

    • Mario, witaj w klubie :). Również mam rodzinną traumę spacerową, tak samo mam uraz do słowa. Wydarzenia miały miejsce u mnie w latach 70. Masakra. Wszelkie rekreacje, wypady najbardziej nieoczekiwane, medytacje w ruchu, ale… nie-spacery…:):):)

  2. Wiosna, panie Zbyszku, wiosna… U mnie wraz z pierwszym deszczem pozimowym ślimaki wylegają stadnie na chodnik. Slalom uważności zwykle odprawiam, aby przemknąć pomiędzy, nie rozdeptując. Dokładnie, jak piszesz – powłócząc nosem po ziemi. Myśli wtedy zazwyczaj bardziej gładko układają się w głowie :):):)

Zostaw komentarz