Zacznij biec, a doskonalić się będziesz po drodze

Kiedyś miałem pojechać na spotkanie biznesowe do Warszawy. Ekspres odchodził o siódmej. Nic strasznego. Zazwyczaj wstaję znacznie wcześniej (nawet i o czwartej).  Ale tym razem przyspałem. Gdy wreszcie usiadłem na łóżku, okazało się, że zostało piętnaście minut. Praktycznie żadnych szans by zdążyć. Złość na siebie, rozczarowanie i cały zwitek negatywnych emocji. Cała litania: Trzeba było…, dlaczego nie…Na drugi raz…Zawaliłem jak zwykle

Chyba… chyba, żeby…

Gdzie telefon? Taksówka będzie za pięć minut. Biegnąc wrzuciłem do teczki golarkę, szczoteczkę do zębów, krawat. Nawet koszuli za bardzo nie zapinałem, bo przecież można to zrobić w środku taksówki. Jedziemy. Dość krótko. Korek. Długi jak czatująca anakonda w dorzeczu amazonki. Stoimy. Anakonda się nie rusza. Cenne minuty płyną. Płacę i wybiegam. Po drodze widzę tramwaj. Jeden przystanek. Wypadam z niego i kombinuję, która droga jest najkrótsza i jak dobiec na peron z pominięciem tłocznych korytarzy. Mój umysł jest chłodny, kalkulujący, przewidujący. Rezygnuję ze wszystkich niepotrzebnych ruchów,  trzymam tempo i  dawkuję odpoczynek (szybko marszobieg) by nie stracić oddechu. Dzielę w głowie całą odległość na odcinki i szacuję ile czasu musi mi zająć każdy. Nie ma czasu na zastanawianie się czy inni patrzą na mnie jak na kretyna (pewnie patrzą) czy to nie głupie, że gość uprawia jogging w garniturze i z teczką (głupie) i czy naprawdę są jakieś szanse by zdążyć (niewielkie). Nie ma czasu na umysł dywagujący. Jest czas na działanie.

Zdarza ci się czasem coś takiego? Działać z całkowitą koncentracją na efekcie, mimo, że wszystko wokół jest przeciw tobie? Mimo, że równie dobrze mógłbyś usiąść i zacząć rozpaczać? Jestem pewien, że ci się to zdarza. Może w takiej głupiej sytuacji jak ta, o której piszę, może w innej. Jestem ciekaw czy uda ci się znaleźć coś podobnego (będę wdzięczny, jeżeli zechcesz podzielić się tym w komentarzach).

Czy zdążyłem? Tak, choć mimo całego skupienia i tak dotarłem za późno. Całe szczęście pociąg, z jakichś powodów odjechał z kilkuminutowym opóźnieniem.

Nie mówię, ze pośpiech czy stawianie się pod ścianą zawsze jest dobrą metodą. Lepiej mieć więcej czasu. Lepiej się przygotować.

Czasem jednak zdarza się, że mamy mało czasu. Coś przespaliśmy, coś zawaliliśmy, coś sobie zlekceważyliśmy.

Możemy wtedy się poddać i powiedzieć: za późno. Nasz umysł zaczyna myśleć, kombinować, kalkulować. Czy to dziwne, że człowiek czuje się jak głupiec, albo dziecko, które sobie znowu nie poradziło?

Możemy jednak spróbować zdążyć.

To nic skomplikowanego. Musisz tylko zacząć biec. Doskonalenie, przygotowywanie się, nastawianie się, rozpatrywanie opcji  – da się to zrobić po drodze (w taksówce, pociągu, albo podczas biegu).

Czasem nie tylko łapiemy się na tym, że jest przespaliśmy jakiś konkretny właściwy moment, ale że przesypiamy go przez całe życie. Że ciągle, czegokolwiek byśmy nie chcieli to jest za późno, po czasie i bez szans. Ciągle do chodzimy do wniosku, że w zasadzie to nie ma nawet co próbować.

Nasz asekurancki, dywagujący umysł ciągle nam wyjaśnia, że wszystko bez sensu, że lepiej trzymać się z boku, że lepiej oszczędzać energię. Ten umysł nie pozwala dojść do głosu drugiej części nas – umysłowi działającemu. Temu, który podejmuje decyzje, wybiera, nie rozczula się nad sobą, uruchamia pokłady energii.

Niektórzy stracili już kontakt z tą działającą częścią. A szkoda, bo nawet nie podejrzewają, jak wiele energii mają w sobie.

Ray Bradbury (nawet, jeżeli ktoś nie lubi fantastyki musi znać 451 stopni Fahrenheita) powiedział w jednym z wywiadów:

Gdybyśmy słuchali naszego intelektu, nigdy nie mielibyśmy romansu. Nigdy nie zawarlibyśmy przyjaźni. Nigdy nie rozpoczęlibyśmy żadnego biznesu bo bylibyśmy cyniczni: „To na pewno się nie uda”, „Ona mnie skrzywdzi”. „Miałem kilka nieudanych związków, a więc…”. To nonsens. W ten sposób stracisz życie. Musisz skoczyć ze skały i budować skrzydła po drodze w dół.

Z jednej strony intelekt – nasz umysł dywagujący. Z drugiej umysł działający. Brudbary nie mówi, że intelekt nie jest potrzebny. Ważne jest tylko kto, kogo słucha. Jeżeli część działającą podporządkowujesz dywagującej, toczysz cyniczne życie, w którym nic nie warto i nie się nie da. Jeżeli jednak podporządkujesz intelekt działaniu, wszystko się zmienia. Twój intelekt, nagle jest w stanie wymyśleć jak w trakcie lotu w dół zbudować skrzydła.

Tylko w jeden sposób możesz uruchomić swój umysł działający: skacząc w działanie, wbrew protestom twojego intelektu.

Póki nie przywykniesz, to przerażające. Po skoku , przez pewien czas kręci ci się w głowie. Masz wrażenie, że twoje życie przeniosło się na nieznany kontynent. Czujesz się nieswojo. Nawet sny zaczynasz mieć inne. Ale z czasem zaczynasz to lubić i oswajać się. Twój intelekt zaczyna się uczyć tego, gdzie jest jego miejsce. Że to nie on jest panem.

Musisz zacząć skakać ze skał i budować skrzydła po drodze. Nie raz na jakiś czas. Z reguły.

[hr]

Zdjęcie: the very honest man

7 komentarzy

  1. I jak tu się nie brzydzić samym sobą (czy ogólniej: człowiekiem), skoro musi się na co dzień użerać z tym destruktywnym „umysłem asekuranckim”? Wówczas nie tylko on i jego „aktywność” oddala od działania, ale i sama bolesna świadomość jego posiadania. Pat.

    • Bardzo lubię, Zbyszku Twoje metafory i przykłady, które świetnie pokazują i pozwalają lepiej zrozumieć różne mechanizmy psychologiczne. To jest zdecydowanie mocna strona Twojego pisania.

      Natomiast co do podanego przykładu mam trochę wątpliwości. Owszem, znam z autopsji, (i pewnie większość czytelników zna) sytuacje, gdy spóźnieni wspinamy się na szczyty koncentracji i skuteczności. Tylko, że takie sytuacje wiążą się także z dużymi kosztami emocjonalnymi, które w dłuższej perspektywie powodują, że następnym razem trudniej się za coś zabrać. Po pierwsze dlatego, że instalują w nas myślenie, że można jeszcze chwilę poczekać, no bo przecież raz się udało. Po drugie zaś dlatego, że budują negatywne postrzeganie danego zadania (bo wiążą je w naszych umysłach ze stresującą sytuacją), co może utrudniać zabranie się za nie następnym razem.

      Ale oczywiście rozumiem, że pewnie chodziło Ci o to, że takie sytuacje pokazują też, że nasze myślenie o tym, że nie mamy już na coś czasu, że nie jesteśmy w stanie czegoś zrobić, jest często tylko wytworem naszego umysłu.

      Pozdrawiam
      Maciek

  2. Bardzo ciekawy tekst, co najdziwniejsze kiedyś przyjacielowi napisałem go dokładnie w takich samych słowach.
    Zbyszku, jak nazywa się czcionka na blogu? Jest bardzo ładna.

    Pozdrawiam, Maciej

  3. […] 15 września 2014, Zbyszek Ryżak in Bez kategorii Skomentuj Zacznij biec, a doskonalić się będziesz po drodze […]

  4. Kiedyś szukając ciekawostek dotyczących fotografii przeczytałam : ” czym się różni amator od profesjonalisty ? odpowiedź – ilością zrobionych zdjęć ” 😉 To takie proste słowa, które zapadają mocno w głowie. Najśmieszniejsze, że autora nie pamiętam, ale sentencja pozostała zapisana . Możesz czytać i słuchać porad, możesz oglądać filmy i przyglądać się jak robią to zawodowcy…. Nic to jednak nie da jeżeli sam nie weźmiesz aparatu i nie zaczniesz działać ! Popełniaj błędy, ucz się właśnie tak zdobywasz doświadczenie. Dodatkowe zajęcia, które wyżej wymieniłam też się przydadzą, być może zainspirują, wskażą drogę to już zależy od nas jak to wykorzystamy. Najważniejsze to mieć chęć do działania bo jak z góry założymy , że wszystko jest beznadziejne to na 100% właśnie takie będzie.

    • Jakiś czas temu oglądałam w TV dokument o pingwinach. Zapamiętałam pewien moment, który bardzo skojarzyłam ze swoim życiem pt „Jeszcze nie jestem wystarczająco gotowa”. Pokazane były młode pingwiny, które wyruszają w swoją pierwszą wyprawę nad urwisko, po to aby za chwilę skoczyć do oceanu. Kilkaset pingwinów, schodzą po niebezpiecznych, ostrych skałach, stoją niepewnie nad urwiskiem, rozglądają się, wyraźnie boją się, ale w końcu któryś skacze a za nim cała reszta. Nagle kamera uchwyciła jednego, który cały czas się waha, czas upływa, jego bracia już dawno płyną, a on im dłużej stoi na tych skałach, im dłużej chce pozostać w bezpiecznym miejscu tym bardziej wszystko zdaje się niebezpieczne, zaczyna popełniać błędy, panikuje, nogi mu się plączą. W końcu skacze …. i płynie, tylko pomyśleć ile energii zabrało mu to analizowanie, ile energii pochłania ten nieznośny stan napięcia, zastygnięcia. Jedna dobra, naturalna, ufna siła pcha cię do działania, a druga, wiecznie analizująca powstrzymuje cię.

      • Ps. Zabawne, dopiero teraz, po napisaniu powyższego posta zauważyłam zdjęcie. Ci ludzie też stoją nad urwiskiem i skaczą jak opisane pingwiny 🙂

Zostaw komentarz