Pisać, czy rozmawiać ze środka wydaje się czymś trudnym. Ale wcale nie chodzi o to, by się tego uczyć. Wystarczy dać sobie szansę. Puścić. Przestać się kontrolować. Podążać za tym, co się dzieje. Wywalić scenę, wystrzelać publiczność i zacząć rozmawiać z drugim człowiekiem.

W Świnoujściu, przy deptaku jest muszla koncertowa. Od środka pomalowana na biało i ozdobiona kolorowymi nutkami. Zuzia, gdy ją zobaczyła, powiedziała:
– O, plac zabaw! Chcę się pobawić.
– To nie jest plac zabaw – powiedziałem. To scena. Ludzie tam występują. Mogę cię tam postawić. Chcesz wystąpić?
Popatrzyła na rząd kilkudziesięciu ławek ustawionych przed sceną.
– Wolę się bawić, chodźmy na jakiś plac zabaw.

Natalie Goldberg, pisarka i nauczycielka pisania, twierdzi, że nie ma dobrego czy złego pisania. Jest tylko pisanie, podczas którego jesteś obecny i pisanie podczas którego jesteś nieobecny. Obecny to znaczy połączony z myślami i słowami, połączony – jak to nazywa – ze swoim „dzikim umysłem”.

Trochę to trudne do uchwycenia, ale prawdziwe. Każdy pewnie zna to uczucie pisania ze środka. Być może nie zawsze powstają wtedy formalnie doskonałe teksty. Ale przecież, nie tylko o formę chodzi.
Często jednak piszemy teksty sztuczne, wtórne, nie oddające istoty. Nie mówimy w nich bezpośrednio do drugiej osoby, ale „wypowiadamy się”, „przemawiamy”, „pouczamy”.

Ostatni kupiłem książkę młodego, popularnego trenera. Człowiek jest kontaktowy, ma kilka ciekawych rzeczy do powiedzenia, ma odwagę pisania o swoich przeżyciach. Czytam sobie tą książkę spokojnie, dochodzę do połowy, a tam rodzynek. U góry strony, kursywą złota myśl. Pod nią podpis. To samo imię i nazwisko co na okładce książki. Czasem zdarza się, że ludzie cytują siebie. Pisząc na przykład swoją drugą książkę, nie mogę po prostu przepisać zdania z pierwszej. Muszę go zacytować, inaczej będę nie w porządku wobec wydawcy i czytelników. Ale tutaj jest zupełnie coś innego. To jego pierwsza książka. Poza tym, nie przytoczył swoich słów w jakimś kontekście, ale jako złotą myśl! Na takiej samej zasadzie, jak czasem przytaczamy słowa autorytetów – powiedzmy Einsteina, Spinozy czy Jana Pawła II.

To tak samo, jakbym podczas rozmowy z kimś podniósł oczy do góry i powiedział dostojnym głosem:
– Jak powiedział kiedyś Zbigniew Ryżak „życie jest wspaniałe”
– A kto to, do cholery jest Zbigniew Ryżak?
– Właśnie przed nim stoisz.
– Aha, myślałem, że to ktoś inny… tylko po co mi mówisz, że ty to mówisz?

Takie cytowanie swoich myśli, to być może tylko błąd warsztatowy. Ale nie dlatego o tym piszę, by czepiać się warsztatu. Gdy zobaczyłem ten absurdalny auto-cytat, poczułem, że to dobry obraz pisania (czy mówienia) „z zewnątrz”. Takiego, w którym nie mówimy, nie rozmawiamy, ale występujemy.

Jesteśmy wtedy na scenie. Sceny mogą być różne. Która jest twoja? Muszla koncertowa otoczona drzewami. Wielka scena na stadionie, oświetlona ogromnymi halogenami i otoczona głośnikami. Kameralna scena teatru, gdzie widzowie siedzą wokół w półmroku. Bogato ozdobiona scena operowa. Niewielkie podwyższenie na deptaku, wokół którego gromadzą się ludzie. Balkon, z którego widać zgromadzanych. Skrzynka w Hyde Parku. Katedra w sali wykładowej. Ambona w barokowym kościele. Nie ważne jak wygląda. Wdrapujemy się i zaczynamy występ.

Proszę państwa, a teraz powiem myśl. To wielka myśl. Wsłuchajcie się w nią uważnie. Teatralny gest, muzyka w tle, publiczność wsłuchuje się z uwagą. Czujesz emocje widzów. Ich zachwyt, skupienie. Chłoną wszystko co mówisz. W zasadzie nie mówisz, a deklamujesz. Nie ruszasz się, a uprawiasz gesty sceniczne. Nie stoisz, ale znaczącą zastygasz w bezruchu. Nie patrzysz, ale rzucasz znaczące spojrzenia. Nie mówisz o co ci chodzi, ale cytujesz.

Ale teraz popatrzmy na to z boku. Nie ma żadnej sceny, nie ma żadnej widowni. Nikt cię za bardzo nie słucha, nikogo zbytnio nie obchodzi to, co mówisz. Scena i widownia to złudzenie. Im bardziej skupiasz się na tej wymyślonej widowni, tym dalej jesteś od siebie samego.

Nie ma widowni. To iluzja. Nikt nie zawraca uwagi. Albo dokładniej, nikt aż tak bardzo nie zwraca uwagi.
Dopiero wtedy, gdy zrozumiesz, że nie ma żadnej sceny, że tak naprawdę nikomu nie zależy, możesz zacząć mówić. Być najpierw poczujesz, że nie masz co powiedzieć. Być może zabraknie ci złotych myśli do cytowania. Ale ta cisza będzie dobra. To cisza, która leczy ze złudzenia widowni.

Skoro nie ma żadnej widowni, to nikt cię nie ocenia i nie krytykuje. Nie musisz się nikomu podobać. Nie musisz się ubierać w niewygodny kostium. Nie musisz mieć scenariusza i wszystko wiedzieć z wyprzedzeniem. Możesz robić to, na co masz ochotę.

To nie dotyczy tylko pisania. Dotyczy każdej komunikacji. Prawdziwa rozmowa zaczyna się wtedy, gdy umiemy stanąć przed drugim człowiekiem, tak po prostu – bez zadęcia, bez udawania, bez kostiumu.
Prowadziłem wiele szkoleń dotyczących komunikacji międzyludzkiej. Uczyłem ludzi wielu różnych technik porozumiewania się. I zazwyczaj byłem rozczarowany efektami. Pomagało tym, którzy i tak byli dobrzy. A po tych, którzy najbardziej potrzebowali zmian, spływało. Ktoś, komentując to zjawisko powiedział: „Z komunikacją jest jak z seksem, jak są chęci to znajdą się umiejętności

Rzeczywiście tak jest. Ale nie tylko dlatego, że chęci są tak ważne. Także inne podobieństwa działają. Do seksu trzeba się rozebrać. Do szczerej rozmowy trzeba zrzucić kostium (eksperta; tego co lepiej wie; tego, co jest głupi; tego, którym trzeba się opiekować, itp). Seksu nie da się zaplanować i kontrolować (nie sądzę by wykres Gantta komuś się przydał w łóżku). Odwrotnie – trzeba zapomnieć o sobie, stracić, w jakimś stopniu kontrolę. Podobnie podczas komunikacji. Gdy starasz się zbytnio kontrolować sytuację i to jak ktoś cię odbiera, stajesz się sztuczny.

Pisać, czy rozmawiać ze środka wydaje się czymś trudnym. Ale wcale nie chodzi o to, by się tego uczyć. Wystarczy dać sobie szansę. Puścić. Przestać się kontrolować. Podążać za tym, co się dzieje.

Czy to takie trudne? Przecież w odniesieniu do wielu narządów robimy to cały czas. Nie kontrolujemy pracy serca. Samo bije, dokładnie tak, jak powinno. Pozwalamy płucom oddychać jak chcą. Chodzimy po schodach nie zastanawiając się nad trajektorią stóp. Dlaczego by nie pozwolić na coś podobnego swojemu umysłowi? Mówić i pisać bez udawania i bez publiczności. Wprost do drugiego człowieka, który cię słucha.

[ratings]