Ten artykuł jest drugim z cyklu „Poznaj cztery umiejętności konstruktywnej obsługi siebie samego”. Pierwszy z nich był poświęcony umiejętności akceptacji.

Eksperyment

Wyobraź sobie, że jesteś chory i ktoś daje ci mocne lekarstwo. Dzięki niemu od razu wyzdrowiejesz, ale musisz się przygotować na nietypowe efekty uboczne. Możesz przez jakiś czas odczuwać palpitacje, drżenie rąk, złość, rozdrażnienie, strach lub smutek. To wszystko może być nieprzyjemne, jednak po jakimś czasie minie. Doznania będą chwilowe i oprócz dyskomfortu w żaden sposób trwale na ciebie nie wpłyną.

Zażywasz lek i rzeczywiście, po kilkudziesięciu minutach pojawiają się wszystkie objawy. Nie jest to przyjemne, ale przecież wiesz, że to nic takiego. Mówisz sobie:

– Aha, więc tak to wygląda. To nic takiego.

Załóżmy, że akurat zacząłeś oglądać jakiś ciekawy film. Czy przerwiesz seans? Prawdopodobnie nie. Wrócisz do swojego zajęcia i mimo, że nie ogląda ci się tak dobrze jak do tej pory, ciągle dobrze się bawisz. Gdy kończysz film, zauważasz, że wszystko, nie wiadomo, kiedy przeszło.

A teraz wyobraź sobie, że to samo lekarstwo podano komuś bez żadnej informacji o efektach ubocznych. Czy ta osoba zareaguje tak samo? Co się stanie, gdy kilkadziesiąt minut później, bez uprzedzenia pojawi się zestaw nieprzyjemnych doznań i emocji?

Najbardziej prawdopodobne będzie to, ze człowiek zacznie się niepokoić i podda się emocjom. Coś się ze mną dzieje, coś jest nie tak. Wkurza mnie ta sytuacja…. Przerwie to, co robi i albo zacznie się zastanawiać, co jest nie tak, albo będzie szukał ujścia dla emocji.

Im bardziej będzie się zastanawiał, tym wyraźniej będzie czuł negatywne doznania (świadomość wzmacnia odczuwanie). Gdy będzie szukał ujścia (np. skrzyczy żonę, że stuka garami, podczas gdy on ogląda) pojawi się poczucie winy, które jeszcze bardziej wzmocni rozdrażnienie. Słowem błędne koło zacznie się napędzać i po dwóch godzinach, gdy fizjologiczne działanie leku zniknie, ta osoba ciągle będzie czuła się pobudzona i rozdrażniona.

Jednym z najsłynniejszych eksperymentów psychologicznych były badania Stanleya Schachtera poświęcone naturze emocji. W ich trakcie ochotnikom podawano zastrzyk adrenaliny. Jedni słyszeli, że to niewinne witaminy bez żadnych efektach ubocznych. Innych rzetelnie informowano o tym, że pojawi się pobudzenie, drżenie mięśni i inne doznania.

Okazało się, że ludzie, których poinformowano o efektach ubocznych znacznie rzadziej poddawali się emocjom. Ci, którzy nie byli uprzedzeniu szybko zarażali się złością lub euforią od pomocników eksperymentatora.

Dlaczego tak łatwo zachować spokój i nie wpaść w błędny krąg, gdy jesteśmy uprzedzeni o efektach?

W takiej sytuacji, gdy pojawiają się doznania i emocje, wiesz, że są one tylko efektem podania leku. Masz do nich dystans. Jak to się czasem mówi – nie zlewasz się z nimi. Jest w tobie część obserwująca i część doznająca. Tu jestem ja a tu są moje doznania i emocje. Wiesz, że twoje doznania są tylko artefaktem, sztucznym wytworem. Nie są sygnałem alarmowym, który ma źródło w jakimś realnym zagrożeniu. Wiesz, że to „nic takiego”.

W drugiej sytuacji, gdy doznania przychodzą niespodziewanie, reagujesz inaczej. To, co się wtedy dzieje, niektórzy z psychologów nazywają fuzją poznawczą (cognitive fusion). W jej trakcie nasze emocje, myśli czy doznania traktujemy jak absolutną, jedyną rzeczywistość. Emocje i myśli stapiają się z całym tobą.

Możesz z nimi walczyć, możesz im się poddać, ale cały czas traktujesz je jak rzeczywistość.

Codzienne stapianie się z emocjami i myślami

Nasze emocje, myśli czy doznania fizyczne są powiązane z tym, co dzieje się w świecie. Gdy czuję złość, smutek czy zagubienie, to nie dlatego, że ktoś mi podał jakiś zastrzyk.

Ale mimo to, ten pierwszy sposób patrzenia (który miały osoby poinformowane o efektach) jest bliższy prawdzie niż drugi.

Nasze nastroje, uczucia i myśli są rezultatem pracy naszego umysłu. Są efektem pracy skomplikowanej i cudownej maszyny, zawierającej miliony skojarzeń i pojęć. Nie są jednak rzeczywistością. Są jakimś jej obrazem – mniej lub bardziej trafnym, mniej lub bardziej praktycznym – ale niczym więcej niż tylko obrazem.

Myśli są tylko myślami. Emocje są tylko emocjami.

Trudno nam to dostrzec od środka. Nieco łatwiej, gdy przyglądamy się temu z boku.

Oto Zbyszek Ryżak siedzi nad trudnym tekstem i ma wrażenie, że cały jego wysiłek idzie na marne. Ma poczucie, że nic mu się dziś nie udaje. Szamocze się i szamocze i nic z tego nie wynika. Wszystko jest szare i do niczego. Podchodzi do okna i patrzy na niebo o barwie płyt chodnikowych i myśli by dać sobie spokój. Potem siada za komputerem i otwiera pocztę. Znajduje maila z podziękowaniem od kogoś za pomoc. I nagle świat jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki się zmienia. Staje się piękny, cudowny i radosny. Zbyszek Ryżak jest przekonany, że to co robi ma sens. Zupełnie nie pamięta o tym, co było chwilę temu. Nawet niebo się zmienia. Przypomina mu teraz przyjemny pobyt w Szkocji. Co się stało? Czy świat się zmienił? Przeszła przez niego burza magnetyczna i wszystko pozmieniała? Nie. Świat cały czas jest taki sam.

To tylko mój umysł się przestawił.

Opinie naszego umysłu i jego doznania czasem są trafne, czasem nie. Czasem są cenne a czasem szkodliwe. Ale są to tylko opinie i obrazy. Coś, co nakładamy na świat.

Na codzień jesteśmy całkowicie zanurzeni w świecie swoich myśli i doznaniach. Obrazy, jakie wytwarza nasz umysł i doznania traktujemy jak coś realnego.

Co więcej, jeszcze się kłócimy i do upadłego walczymy, twierdząc, że nasze opinie są faktami.

Ostatnio słyszałem, jak ktoś mówił:

– Trzeba być realistą, nie da się w Polsce zarobić dużych pieniędzy bez kradzieży! Ktoś, kto mówi inaczej ma kłopoty z oceną rzeczywistości!

Taka wypowiedź świadczy o fuzji poznawczej – stopieniu się rzeczywistości z opiniami. Ta osoba myli swoje opinie i doznania z rzeczywistością. Nie przychodzi jej do głowy, że to, o czym mówi to tylko jedna z wielu ocen. Być może słuszna, być może nie, ale nic poza tym.

W największym stopniu fuzji podlegają obrazy i odczucia dotyczące nas samych.

– Jestem nieudacznikiem.

– Nigdy nic mi nie wychodzi.

– Jestem słaby.

– Ciągle wszystko plączę.

– Znowu przegrywam.

– Nic mi nie wychodzi.

– Nigdy mi się nic nie uda.

– Moje życie to bałagan.

– …

Tego rodzaju zdania mogą brzmieć jak mądre i obiektywne odkrycia. Człowiek siada i przychodzi do niego odkrywcza myśl:

– No tak. Bądź raz ze sobą szczery. Nigdy ci się to nie uda.

Czy zdarzyło ci się kiedyś mieć takie myśli? Mnie się zdarzyło i to nie raz.

Przypomnij sobie, jak się wtedy czułeś? Czy wydawało ci się, że to prawda? Że tak jest w rzeczywistości?

Zaczerpnąłem te sformułowania z listy typowych myśli automatycznych, jakie pojawiają się podczas depresji (bez obawy, nie wystarczy stwierdzić u siebie takich myśli by być uznanym za chorego). Tych myśli doświadczają ludzie będący w najróżniejszych sytuacjach – zarówno gospodynie domowe, jak i uznani reżyserzy czy bankierzy z osiągnięciami. Te myśli nie mają nic wspólnego z ich sytuacją, a jedynie z tym jak pracuje ich umysł.

Są jedynie bełkotem pijanego, depresyjnego mózgu.

Podstawowa różnica, jaka jest między chorymi na depresję a ludźmi, którzy potrafią żyć w sposób konstruktywny jest taka, że ci pierwsi bezkrytycznie „kupują” produkty swojego umysłu. Za obiektywną rzeczywistość biorą obrazy i doznania, jakie wytwarza skomplikowana maszyneria schowana pod ich czołem.

W efekcie:

  • ile razy pojawi się doznanie strachu – żyją w strachu,
  • ile razy pojawi się doznanie złości – żyją w złości,
  • ile razy pojawi się doznanie smutku – żyją w smutku.

Budzenie obserwatora

Gdyby nie możliwości metapoznania, nie moglibyśmy odpowiedzieć na najprostsze pytanie, typu: o czym teraz myślisz?. Możemy nie tylko powiedzieć, o czym myślimy, ale jak nasze myśli się zmieniają oraz jak łączą się z innymi doznaniami.

Dzięki metaświadomości możemy stanąć krok wyżej i przyjrzeć się temu jak pracuje nasz umysł.

Gdy przyjmiesz pozycję życzliwego i zainteresowanego obserwatora i skierujesz uwagę, na to co dzieje się w tobie, łatwo ci będzie pojąć, że twoje myśli i uczucia są myślami i uczuciami. Pojawiają się, przepływają i znikają. Zabarwiają świat, czasem go zaciemniają, czasem wyostrzają. Ale nie są światem.

Są wewnętrznymi zjawiskami wywołanymi przez nasz umysł.

Emocje i myśli są jak chmury na niebie – czasem burzowe, czasem lekkie i jasne, czasem poruszające się bardzo powoli a czasem szybko. Czasem jest ich niewiele (rzadko kiedy nie ma żadnej chmury) a czasem całe niebo jest zasnute.

Nie jesteś chmurami. Jesteś niebem, na którym się pojawiają. Gdy zapomnisz o tym, kim naprawdę jesteś, emocje mogą cię porwać. Zawsze jednak możesz na nowo uzyskać „metaperspektywę”, wyrywając się z fuzji poznawczej.

Gdy nauczysz się takiej perspektywy twoje życie może się zmienić:

  • gdy pojawi się w tobie doznanie strachu – zamiast żyć w strachu, możesz żyć ze strachem, robiąc to co powinieneś, mimo tego, że czujesz obawy;
  • gdy pojawi się w tobie doznanie złości – zamiast żyć w złości, możesz zacząć żyć ze złością – z kłopotliwym, hałaśliwym i dokuczliwym lokatorem, ale jednak lokatorem a nie właścicielem;
  • gdy pojawi się w tobie doznanie smutku – zamiast pogrążać się w nim, możesz żyć ze smutkiem, ciężarem, który cię spowalnia ale nie zamyka w czarnej norze.

Gdy zamiast żyć emocjach, żyjesz emocjami jesteś jak człowiek, który został uprzedzonym, że mogą się pojawić różne efekty uboczne. Robi swoje i pozwala emocjom oraz myślom wybrzmieć.

Uwagi do ćwiczeń

Wyjście poza stopienie się ze swoimi myślami czy odczuciami jest dosyć trudne.

To chyba najtrudniejsza umiejętność z tych, o których piszę w tym cyklu.

Łatwo pomylić ją z żonglerką poznawczą. Zacząć np. fantazjować, że umiemy wyjść poza siebie, wejść w skórę drugiej osoby czy nawet unieść się poza świat. Tu naprawdę nie chodzi ani o pozycje percepcyjne NLP, ani o „doświadczenia astralne”. Tego rodzaju praktyki wiążą się z jeszcze mocniejszym zagłębianiem się w swój umysł. Jednym z podstawowych wskaźników czy w swoich ćwiczeniach nie zbaczasz na manowce jest poczucie zwykłości i normalności. Gdy czujesz, że dzieje się coś niesamowitego, niezwykłego, że doświadczasz doznań o niezwykłej przenikliwości, że udało ci się wreszcie zobaczyć istotę świata i przeniknąć przez zasłony materii – to sygnał, że pora zrobić przerwę. Iść do ubikacji, albo pogadać z kimś o cenie rzodkiewki. Gdy mimo tego poczucie olśnienia nie ustępuje, warto udać się do psychiatry albo spowiednika (rabina, imama, guru, sensia, rosiego czy kogo tam masz). Albo jesteś wariatem, albo świętym.

Druga uwaga. Nie da się tego ćwiczyć bez przynajmniej pewnego poziomu akceptacji (pierwszej umiejętności, o której była mowa w poprzednim tekście tego cyklu). Tak długo, póki nie uda ci się porzucić oczekiwania na to by było inaczej niż jest, nie możesz przyglądać się temu jak pracuje twój umysł.

Porzuć nadzieję na uwolnienie się od negatywnych doznań. Porzuć przynajmniej część nadziei, bo inaczej niczego nie dostrzeżesz. Póki chcesz by było inaczej będziesz „przyspawany” do obrazów tworzonych przez swój chimeryczny i zmienny umysł.

Akceptacja oznacza życzliwość czy łagodność dla siebie. Gdy ciągle wybierasz i stawiasz warunki: tak powinienem się czuć, taki powinienem być, tak powinienem myśleć, itp. jesteś nieżyczliwy dla tego, co się w tobie pojawia.

Jesteś jak ktoś, kto wydał przyjęcie, rozesłał zaproszenia a teraz nie wpuszcza tych, którzy przyszli ubrani nie w takich kolorach jak lubi. Gospodarz, mimo, że ma prawo mieć swoje preferencje, musi być życzliwy wobec wszystkich gości.

Z drugiej strony sama akceptacja może być pułapką. Gospodarze nie powinien zostawiać swego domu, całkowicie we władanie gości. Gdy tylko akceptujesz, ale tkwisz w fuzji, negatywne emocje szarpią tobą i porywają cię.

Dlatego ważne jest by oprócz godzenia się na nie umieć je traktować tak jak tego wymagają – jako emocje i myśli – produkty naszego umysłu.

Propozycje ćwiczeń

Jest wiele ćwiczeń, które ułatwiają rozwój umiejętności obserwacji czy de-fuzji poznawczej. Ten artykuł jest wprowadzeniem w temat. Jeżeli będzie taka potrzeba mogę podać więcej ćwiczeń. Teraz tylko wybrane trzy.

Ćwiczenie Eckharta Tolle

Eckhart Tolle, proponuje bardzo proste ćwiczenie (może nawet zabawę), które pomaga rozwinąć umiejętność obserwacji swojego umysłu:

Zamknij oczy i powiedz sobie: Ciekawe, jak pierwsza myśl mi się nasunie. A potem czekaj na nią z wytężoną czujnością, jak kot przy mysiej dziurze. Jaka myśl wyskoczy z dziury? Spróbuj (Echart Tolle, Potęga teraźniejszości, str. 116).

Póki jesteś w pełnej obecności myśli, tak chętnie się nie pojawiają. Gdy się już pojawią ciągle możesz je przez chwilę poobserwować. Nie musisz rzucać się na nie jak kot.

Podsłuchiwanie myśli

By ułatwić sobie obserwację tego, co się dzieje z twoim umysłem możesz posłużyć się wyobraźnią i zabawą. Np.:

  • Pomyśl, że twój umysł jest stacją radiową, posłuchaj tego, co się w nim dzieje, tak jakbyś słuchał radia. Co mówi spiker? Jaką muzykę nadaje?
  • Pomyśl, że twoje myśli to telefon. Słyszysz dzwonek, podnosisz do ucha i słyszysz np.:. Hej, czy ja już ci mówiłem, że nic ci z tego nie wyjdzie? Pomyślałem sobie, że chciałbyś usłyszeć moją rzetelną opinię na twój temat: jesteś ofiarą!
  • Potraktuj swój umysł jak wyskakujące reklamy internetowe. Co się na nich pojawia?

Liczenie oddechów

To chyba podstawowe ćwiczenie, pozwalające rozwinąć tą umiejętność. Prawdziwym celem tego ćwiczenia nie jest uspokojenie czy regulowanie oddechu. Nie jest nawet rozwój umiejętności koncentracji. Najważniejsza jest umiejętność obserwowania swoich myśli jak zjawisk przepływających przez nasz umysł.

Oto krótka instrukcja

Usiądź wygodnie (możesz na krześle lub na poduszce ułożonej na podłodze). Wyprostuj kręgosłup. Głowę trzymaj prosto. Wyobraź sobie, że do samego czubka głowy masz przywiązaną linkę, która podnosi cię do góry, będąc dokładnym przedłużeniem kręgosłupa. Rozluźnij ramiona. Linka podnosi cię tylko w linii kręgosłupa. Ręce połóż swobodnie na kolana. Możesz także położyć je jedną na drugiej, wewnętrzną stroną do góry, lewa dłoń grzbietem na prawej, palce prostopadle do linii nosa. Nie przyciskaj łokci do tułowia, pozwól im leżeć swobodnie. Aby ustabilizować pozycję, możesz wykonać tułowiem i głową parę ruchów w lewo i prawo. Wybierz pozycję w samym środku – najbardziej równomierną i stabilną. Zamknij oczy lub opuść powieki. Możesz skupić wzrok na jakimś punkcie leżącym przed tobą (w odległości metra czy dwóch).

Oddychaj nosem, lekko i bez wysiłku. Dźwięk oddechu nie powinien być słyszalny (jeżeli masz zatkany nos, wcześniej go przeczyść). Obserwuj swój oddech.

W myśli licz wdechy i wydechy (wdech – jeden, wydech – dwa). Możesz liczyć także same wdechy (wdech – jeden, wydech, kolejny wdech – dwa, wydech …)

Gdy dojdziesz do dziesięciu, zacznij od początku. Gdy się pomylisz, nie przejmuj się tym, nie poświęcaj temu zbytniej uwagi. Zacznij liczyć od początku. Gdy uświadomisz sobie, że myślisz o czymś innym, łagodnie wróć do oddechu. Po prostu zacznij liczyć od nowa.

Pozwól, by twoje myśli swobodnie przepływały. Patrz na nie, jakbyś patrzył z okna na przechodniów. Nie biegnij za żadną, ale pozwalaj każdej spokojnie przejść.

Nie kontroluj oddechu. Nie staraj się, by był szybszy czy wolniejszy. Sam z siebie zacznie się wydłużać, ty jednak nie staraj się o to, a jedynie licz ilość oddechów. Wytrzymaj przynajmniej trzy minuty. Nie sprawdzaj czasu na zegarku, ustaw minutnik i przerwij dopiero, gdy usłyszysz sygnał. Gdy w trakcie ćwiczenia pojawi się myśl typu: długo, jeszcze? chyba nie wytrzymam, ale to nudne… pozwól jej przepłynąć i wróć do liczenia oddechów: jeden, dwa, trzy…